
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- 03.Harry Potter und der Gefangene von Askaban
- H.P. LOVECRAFT Die Katzen von Ulthar
- Cecily von Ziegesar 04 Plotkara 4. Bo jestem tego warta
- Rydzynski Marie Szcz晜›liwy traf
- Grant Naylor Better Than Life
- Smith Guy Trzesawisko 2 Wedrujaca Smierć‡
- James Axler Deathlands 047 Gaia's Demise
- Demon Zimna
- Clóvis de Barros Filho (Prof.) A V
- Hollanek Adam, Janicki Jerzy Noc lwowskich profesorów
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- stirlic.htw.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
bywaniem nowych przyjaciół - nigdy nie wiadomo, czy się do końca kogoś poznało.
- Ty to namalowałaś? - zapytała Elise, wskazując wiszący nad kominkiem portret olej-
ny Rufusa Humphreya namalowany przez Jenny. Rufus miał na sobie biały podkoszulek z
wypalonymi papierosem dziurami. Był nieogolony. Jego sztywne, siwe włosy sterczały we
wszystkie strony. Piwne oczy patrzyły dziko Z powodu przedawkowania kofeiny i zbyt dużej
ilości kwasu w latach sześćdziesiątych. To był całkiem trafiony portret.
- Aha. - Jenny nawinęła sobie więcej makaronu na pałeczki. Nie malowała od grudnia,
kiedy to sportretowała Nate'a w każdym stylu, który studiowała. Był wiec Nate w stylu Pi-
cassa, Nate Moneta, Dalego, Nate Warhola i Pollocka. Ale Nate złamał jej serce i Jenny spali-
ła wszystkie obrazy w metalowym koszu przy Dziewiętnastej Zachodniej. To była chwila
oczyszczająca - ich miłość zamieniła się w popiół. Właściwie to teraz, jak się nad tym zasta-
nowiła, żałowała, że nie zachowała popiołów i nie wykorzystała ich jakoś. Na przykład do au-
toportretu lub uspokajającego krajobrazu morskiego. Ale było za pózno.
Elise sięgnęła po następnego knedla.
- Namalujesz mnie?
Jenny zerknęła przez brudne okno salonu. Znieg padał gęsty, jakby w niebie eksplodo-
wały gigantyczne poduszki z pierzem.
- Jasne - odparła, wstając po farby. Nie miały nic lepszego do roboty.
- Super! - Elise wrzuciła resztkę knedla z powrotem do pudełka i rozpięła zbyt obcisłe
dżinsy Seven. Potem ściągnęła różowy golf, zdejmując jednoczenie zakładany przez głowę
sportowy stanik. Kiedy Jenny wróciła z czystym białym płótnem, Elise leżała wyciągnięta na
kanapie, z blond włosami rozsypanymi na piegowatych ramionach, kompletnie naga.
- Co ty wyrabiasz? - zapytała zaskoczona Jenny.
Elise oparła głowę na poduszce.
- Zawsze chciałam pozować nago - powiedziała. - No wiesz, jak w lej scenie z Titani-
ca.
Jenny siadła na podłodze po turecku naprzeciwko Elise i zamoczyła pędzel w wodzie.
- Jak chcesz - odparła i marszcząc brwi, spojrzała na pełną zapału, ponętną modelkę.
Może jej przyjaciółce nie brakowało aż lak bardzo pewności siebie, jak początkowo
myślała. No i okazała się o wiele bardziej zwariowana.
pół żartem, pół serio
Blair siedziała przy stoliku w kącie w barze Red w nowym, romantycznym i przytul-
nym hoteliku przy Perry Street. Sączyła absolut z tonikiem i próbowała nie patrzeć na relacje
z Tygodnia Mody na kanale Metro. Miała wrażenie, że za każdym razem, gdy podnosi wzrok,
pokazują ten sam kawałek z Sereną kroczącą po wybiegu na pokazie Lesa Besta w tym jej
szkolnym mundurku i głupiej koszulce z napisem KOCHAM AARONA. Nawet w barze Blair sły-
szała ludzi mruczących: Kim ona jest? , Kim jest Aaron? Już to wystarczyło, żeby miała
ochotę wgryzć się w pokryte czerwonym aksamitem ściany.
- Założyłem krawat z Yale - oznajmił Owen z szelmowskim uśmiechem. Miał na sobie
jasnobrązowy prochowiec Burberry i czarną wełnianą fedorę, w której wyglądał jeszcze bar-
dziej męsko i zniewalająco, niż kiedy spotkała go za pierwszym razem. Usiadł na pokrytej
czerwonym welwetem ławeczce, pocałował Blair w policzek. Jego policzek był wilgotny i
zimny i pod wpływem tego dotyku cała zadygotała.
- Cześć, ślicznotko.
Blair natychmiast zapomniała o Serenie. Była z seksownym, starszym facetem, który
mówił do niej ślicznotko . Ha!
- Cześć. - Obróciła pierścionek z rubinem kilka razy na palcu serdecznym. - Przepra-
szam, że wyciągam cię w taki wieczór. Ale... lak się nudziłam.
Kelnerka podeszła do Owena, który zamówił martini Bombay Sapphire bez lodu. Wy-
ciągnął z kieszeni paczkę malboro lights, włożył do ust dwa papierosy, zapalił oba i podał jed-
nego Blair. Zmarszczył gęste brwi w zamyśleniu.
- Nie masz żadnych kłopotów, prawda?
Kłopotów? Zaciągnęła się papierosem. Co powinna powiedzieć? Jeśli zadurzenie się
w starszym, żonatym absolwencie Yale można nazwać kłopotami, to tak, wpadła w kłopoty
po same uszy.
- Może - odparła nieśmiało. - A ty?
Kelnerka przyniosła Owenowi martini. Zjadł zieloną oliwkę pływającą w drinku i otarł
usta serwetką. Cień popołudniowego zarostu widziała już na jego mocno zarysowanym pod-
bródku.
- Miałem dziś rano spotkanie przy śniadaniu. Jadłem cheerios z pięcioma innymi
prawnikami i myślałem o tobie - przyznał się.
Blair przesunęła paznokciem po kolanie ubranym w kabaretki.
- Serio? - zapytała i natychmiast pożałowała, że w jej głosie dało się słyszeć tyle zapa-
Å‚u i nadziei.
Owen podniósł kieliszek do ust. Jego oczy błyszczały.
- Aha. Miałem zwariowany, pełen roboty tydzień, ale obiecuję, że wkrótce prześlę ra-
port do Yale, kiedy tylko dam radÄ™.
Blair czuła się zawiedziona. Zamieszała brązową słomką w drinku. Po raz pierwszy
nawet nie pomyślała o Yale. Kiedy była z Owenem, czuła się ponad Yale. Była jego ślicznot-
ką, gwiazdą jego przedstawienia. A może tylko się łudziła.
Za oknem ledwo widziała zaparkowane na ulicy samochody. Zamieniły się w masę
bieli, jak wielkie śpiące słonie. Czuła, że Owen jej się przygląda, gdy zaciągała się papiero-
sem i wydmuchiwała błękitną strużkę dymu ponad ich głowami. W końcu zapytał, czy może
się z nią jeszcze zobaczyć, nie? I nie zrobiłby tego, gdyby mu się nie podobała. Po prostu się
denerwował, to wszystko. W głowie Blair zaczęły pracować kamery. Była femme fatale, któ-
[ Pobierz całość w formacie PDF ]