
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- 2. Rodzinne więzy Bevarly Elizabeth Niewolnica miłości [318. Harlequin Desire]
- Cindi Myers Idylla rodzinna Specjal 05 09 3
- Colley Jan Diamentowe imperium 04 Najcenniejszy klejnot
- 069. Milburne Melanie Spadkobierca
- Healer F. Paul Wilson
- Ariel Toaff Blood Passover. Internet Aaargh, 2007. (ang.)
- Clarke Arthur C. Odyseja kosmiczna 2010
- John Varley Titan
- LE Modesitt Recluce 14 Natural Ordermage v1.2
- WilczyśÂ„ska Karolina Stacja Jagodno. Zaplć…tana MilośÂ›ć‡
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- alpsbierun.opx.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
czego pragnęła, to aby Molly miała bezpieczny i kochający dom.
Zjawił się prawnik i kiedy już Mario dokonał wzajemnej prezentacji, omówił z
Sabriną treść intercyzy i wskazał, gdzie ma złożyć swój podpis.
- To wszystko - oświadczył mężczyzna. - Porozmawiam z działem księgowym o
przelaniu na pani konto kwoty, o której wspominał Mario.
Policzki Sabriny oblały się lekkim rumieńcem. Zastanawiała się, jak dużo ten
człowiek wie o okolicznościach planowanego ślubu. Płacono jej za bycie żoną Maria i
zastępczą matką Molly, a jednak w jego zachowaniu nie było nic, co by sugerowało, że
nie uważa ich związku za normalny. No, ale może Mario go okłamał, tak jak wcześniej
dziennikarzy - by chronić swoją reputację, rzecz jasna.
Kiedy prawnik pożegnał się i wyszedł, Mario zaczął rozwiązywać krawat.
- Chyba pójdę na basen - powiedział. - Chcesz się przyłączyć?
- Mamy pod opieką dziecko, pamiętasz? - Jej głos był cierpki. - Ty możesz dalej
cieszyć się wolnością, ale ja poważnie podchodzę do obowiązków wiążących się z
wychowywaniem Molly.
Ich spojrzenia się skrzyżowały.
- Sugerujesz, że ja nie podchodzę poważnie do swoich obowiązków?
- Jeśli chodzi o Molly, to w zasadzie nie musisz ruszać palcem. Po to masz mnie,
prawda? Możesz żyć dalej tak jak do tej pory, gdy tymczasem to ja opiekuję się
dzieckiem.
Zbliżył się do niej z krawatem wiszącym luzno na szyi.
- Wybacz, jeśli się mylę, ale sądziłem, że opieka nad dziećmi to twój sposób na
życie? A może zachowujesz się jędzowato, ponieważ nie podoba ci się to, że
uniemożliwiłem ci położenie rąk na moim majątku, kiedy nasze małżeństwo się
zakończy?
Spiorunowała go wzrokiem.
R
L
T
- Tobie się wydaje, że wszystko rozbija się o pieniądze, prawda? Myślisz, że chcę
cokolwiek od ciebie? Nienawidzę cię. Nie mogę uwierzyć, że Laura wyznaczyła cię w
swoim testamencie na opiekuna Molly. Prawdę powiedziawszy, nie mogę uwierzyć, że
Ric w ogóle coś takiego zaproponował, znając cię dłużej niż Laura. Kto jak kto, ale on
powinien wiedzieć, jak bardzo się do tego nie nadajesz. Nie znam nikogo, kto by się
mniej nadawał na ojca niż ty.
- Masz tupet, Sabrino Halliday. A co byś powiedziała, gdybym to ja miał ci
przedstawić ofertę? - zapytał powoli, seksownie przeciągając samogłoski. - Taką, jakiej
twoje chciwe rączki nie byłyby się w stanie oprzeć?
Sabrina poczuła ucisk w żołądku, kiedy jego ciepły oddech owiał jej twarz. Jej
oddech stał się nierówny, a nogi miała miękkie jak z waty.
- %7ładna kwota nie skusiłaby mnie na tyle, żebym z tobą spała - oświadczyła
wojowniczo.
- Och, ależ ja wcale nie chcę spać, kiedy wylądujemy razem w łóżku - rzekł,
uśmiechając się sugestywnie. - Ty też tego pragniesz, prawda, Sabrino? Pragniesz od
chwili, kiedy się poznaliśmy.
Mogła jedynie zaprzeczyć.
- Mylisz się - powiedziała.
- To dopiero nasze początki. Nie jesteśmy jeszcze po ślubie; kiedy na twoim palcu
znajdzie się obrączka, możliwe, że zmienisz zdanie.
- %7łebyś się nie przeliczył - odparowała, nie spuszczając z niego rozgniewanego
wzroku.
- Mógłbym cię mieć tu i teraz, Sabrino, i cholernie dobrze o tym wiesz -
powiedział niskim, głębokim głosem, a jego ciepły, pachnący miętą oddech pieścił jej
usta.
Sabrina wpatrywała się w jego usta jak urzeczona. Obiecywały szaleńczą
namiętność i niezapomnianą rozkosz. Tak bardzo pragnęła je poczuć na swoich wargach.
Musiała jedynie stanąć na palcach i pokonać dzielącą ich odległość, tak jak wtedy, za
pierwszym razem.
R
L
T
W samą porę odezwały się w niej resztki zdrowego rozsądku, powstrzymując przed
popełnieniem wielkiego głupstwa.
- Nie sądzę - powiedziała.
Miała nadzieję, że w jej głosie słychać pewność siebie, jakiej przecież nie czuła.
- Skoro nie chodzi ci o pieniądze - zapytał Mario po krótkiej chwili milczenia - to o
co?
Sabrina odwróciła głowę.
- Zdaję sobie sprawę z tego, że jesteś przyzwyczajony do otrzymywania tego, na co
masz ochotę, ale ja nie jestem na sprzedaż.
- Każda kobieta jest - zripostował cynicznie.
- Ja akurat nie.
- Jeszcze siÄ™ przekonamy.
- Mówię poważnie, Mario.
Popatrzył na nią uważnie.
- Myślisz czasami o tamtym pocałunku? - zapytał od niechcenia.
Zrobiła obojętną minę, choć usta ją zaswędziały na samą myśl o tamtej
niesamowitej chwili, kiedy miała okazję smakować jego usta.
- Jakim pocałunku?
Jego uśmiech stał się jeszcze szerszy.
- Dobrze wiesz jakim.
- Ach, o tym. - Machnęła lekceważąco ręką. - Zupełnie o nim zapomniałam. Byłam
pijana. Niewiele pamiętam z tamtego dnia.
Jego oczy zalśniły.
- Kłamczucha. Pamiętasz każdy szczegół. I wcale nie byłaś pijana. Lekko
wstawiona, zgoda, ale z całą pewnością nie pijana.
Wyprostowała się.
- Tamtego dnia nie miałam nad sobą kontroli, czego się strasznie wstydzę - rzekła.
- I obiecuję, że to się więcej nie powtórzy.
- I lepiej w przyszłości kontroluj swoje zachowanie, Sabrino, ponieważ oczekuję,
że nasze małżeństwo będzie umową na wyłączność.
R
L
T
Spojrzała na niego gniewnie.
- Zawsze jesteÅ› taki pewny siebie, kiedy spotyka ciÄ™ odrzucenie?
- Zawsze.
- W takim razie tym razem przygotuj siÄ™ na rozczarowanie.
Mario zdjÄ…Å‚ z szyi krawat.
- Kiedy pojedziemy do Włoch, postaram się o nianię na te okazje, kiedy uznasz, że
potrzebujesz odpoczynku - rzekł, zmieniając temat. - Poza tym raz na jakiś czas
[ Pobierz całość w formacie PDF ]