
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Fran Lee Woman On Fire (pdf)
- Diana Palmer Wymarzony prezent
- Cooper Shelley Wymarzony ojciec
- Lee Miranda Ĺťycie w luksusie
- Dickson Helen Potajemne maśÂ‚śźeśÂ„stwo
- Jack Vance Elder Isles Suldrun's Garden
- Glen Cook Darkwar 02 Warlock
- Jack L. Chalker Web of the chosen
- Cindi Myers Idylla rodzinna Specjal 05 09 3
- Fundamentalisten_sind_immer_die_Anderen
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- alpsbierun.opx.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
R
L
T
podobnym do ojca. Dokładał wszelkich starań, żeby nie zaślepiła go chciwość, żądza
władzy czy miłość. Póki nie poznał Kathryn, był szczęśliwy, na tyle, na ile może być
szczęśliwy syn Dickiego Parkinsona. Nieuregulowany tryb życia bez zobowiązań bardzo
mu odpowiadał. Teraz, kiedy pozwolił jej odejść, nie widział przeszkód, żeby do niego
wrócić. Tyle że jakoś przestał go pociągać. Ale co mu pozostało?
Wstał, wrócił do sypialni, gdzie zostawił telefon komórkowy, następnie odnalazł i
wystukał numer.
- Jak miło, że sobie o mnie przypomniałeś! - wykrzyknęła Kandi Freshman, gdy
usłyszała jego głos. - Już myślałam, że czymś cię uraziłam.
- Skądże. Byłem tylko bardzo zajęty.
- Rzeczywiście słyszałam, że odchodzisz z firmy ojca.
Hugh zacisnął zęby. Nie rozumiał, po co do niej zadzwonił. Nie miał najmniejszej
ochoty jej widzieć. Mimo to zaproponował:
- Może wyszłabyś ze mną gdzieś dziś wieczorem?
- Dzisiaj? Ojej! Umówiłam się na randkę. Ale dla ciebie ją odwołam - dodała po-
spiesznie.
Hugh zerknął na zegarek. Pewnie już miała wychodzić. Ale takie panienki jak
Kandi bez najmniejszych oporów rzucały wszystko i pędziły tam, gdzie pachniało wiel-
kimi pieniędzmi. Kathryn nie zrobiłaby nikomu podobnego świństwa. Podziwiał ją za
słowność, rzetelność i brak chciwości. Mimo żelaznych zasad pozostała dobra i wrażli-
wa.
Kiedy Russ kazał mu pomyśleć, czego naprawdę pragnie w życiu, nie doszedł do
żadnych konkretnych wniosków. Nagle odpowiedz przyszła sama: Kathryn i niczego
więcej, a już na pewno nie takiej gęsi jak Kandi.
- Idz na tę randkę - raczej rozkazał niż poprosił.
- Ale...
- Nie darowałbym sobie, gdybyś przeze mnie kogoś zawiodła. Dobrej zabawy! -
dodał, po czym natychmiast wyłączył aparat.
Pięć minut pózniej pędził w kierunku Ashfield.
R
L
T
Nie zastał tam Kathryn. Wścibska sąsiadka poinformowała go, że odjechała gdzieś
nowiutkim, białym autem.
Hugh nie potrzebował wielkiej przenikliwości, by odgadnąć cel jej podróży. Skoro
zatęskniła za Pearl Beach, to znaczyło, że potrzebowała pocieszenia. Z jakiego powodu?
Miał nadzieję, że po rozstaniu.
W pierwszej chwili chciał do niej zadzwonić, jednak po namyśle zrezygnował. Co
miałby jej powiedzieć? %7łe ją kocha i pragnie z nią zostać na zawsze? Skąd pewność, że
by tego chciała? Nawet jeśli skradł jej serce, rozum pewnie kazałby go odrzucić. Uważa-
ła go przecież za aroganckiego, leniwego samoluba, który nie ma nic do zaoferowania
prócz grubego portfela i znajomości sztuki kochania.
Nie ulegało wątpliwości, że te atuty nie wystarczą, żeby ją do siebie przekonać.
Russ miał rację. Należało opracować mądry plan działania. Rozbawiła go ostatnia
myśl. Z pewnością uzyskałaby aprobatę Kathryn.
Oczywiście nie mógł sobie pozwolić na zbyt długie przemyślenia, żeby nie zaczęła
wprowadzać w życie własnego planu i nie znalazła kandydata na prawdziwego męża.
Na razie jednak nie mogła wyjść za innego. Musiała pozostać jego żoną przynajm-
niej do swoich trzydziestych urodzin.
Został mu miesiąc na udowodnienie, że zasługuje na szacunek i że można na nim
polegać. Nagle poczuł przypływ energii. Już kiełkowały mu w głowie przeróżne pomy-
sły. Najchętniej natychmiast przystąpiłby do ich realizacji. Nie zamierzał czekać, choćby
do jutra. Russ udzielił mu mądrej rady. Na pewno konsultacji również nie odmówi.
Szybko odnalazł jego numer i zadzwonił.
- Czy zaproszenie na kolację pozostaje aktualne? - spytał prosto z mostu.
- Jasne.
- Zaraz wychodzÄ™.
R
L
T
ROZDZIAA PITNASTY
Po półgodzinnym pływaniu wśród łagodnych fal Kathryn wyszła z wody. Usiadła
na ręczniku i ze smutkiem patrzyła na morze.
Pływała dwa, trzy razy dziennie. Z dobrym skutkiem. Stare lustro w sypialni Val
pokazało, że zeszczuplała i opaliła się. W gruncie rzeczy była tu szczęśliwa, lecz tej śro-
dy dopadła ją chandra. Obchodziła swe trzydzieste urodziny sama jak palec.
Sąsiedzi wyglądali na miłych, lecz nie nawiązała z nimi bliższego kontaktu, nie li-
cząc zdawkowych pozdrowień. Niełatwo porzucić stare nawyki. Nadal niechętnie zawie-
rała znajomości. Nadmiar wolnego czasu spędzała na pływaniu, czytaniu i oglądaniu te-
lewizji. Odpowiadała też na oferty pracy w lokalnych gazetach.
Hugh miał rację. Nikt inny nie oferował tak ciekawej posady i atrakcyjnego wyna-
grodzenia jak on. Lecz z dwoma milionami na koncie mniej jej zależało na wysokiej pen-
sji niż na kontaktach z ludzmi. A konkretnie z płcią przeciwną.
W ubiegłym tygodniu odbyła dwie rozmowy kwalifikacyjne. Obydwaj potencjalni
pracodawcy ocenili jej kwalifikacje jako zbyt wysokie. Rozsadzała ją złość, gdy słuchała
uzasadnienia odmowy.
Na samo wspomnienie pokręciła głową z dezaprobatą. Wstała, wytrzepała ręcznik i
ruszyła w kierunku domu Val.
Nie, już mojego - sprostowała w myślach.
Brnęła przez piach ze spuszczoną głową, wpatrzona we własne paznokcie u nóg.
Od dawna zamierzała je pomalować, ale brakowało jej motywacji.
- Dam pensa za twoje myśli! - zawołał z naprzeciwka znajomy głos.
- Hugh?! Co ty tu robisz?
- Wpadłem zobaczyć, jak ci leci. Wspaniale wyglądasz.
On również, choć miał na sobie najzwyklejsze dżinsy i biały podkoszulek. Gdy
mierzył ją wzrokiem od stóp do głów, usiłowała coś wyczytać z jego oczu. Czyżby wi-
działa w nich pożądanie? Chyba nie. A jeżeli tak? Czy zdoła mu się oprzeć?
Jej ciało natychmiast samo udzieliło odpowiedzi. Sutki stwardniały, serce przy-
spieszyło rytm. W ostatnim odruchu samoobrony owinęła się w ręcznik.
R
L
T
- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie - przypomniała lodowatym tonem, wchodząc
na schody werandy.
- Przywiozłem ci prezent urodzinowy. Leży tu, na stole.
Cała radość wyparowała w mgnieniu oka, gdy ujrzała znajomą, papierową torebkę.
- Zrobiłeś taki szmat drogi tylko po to, żeby przywiezć mi hamburgera?
- Nie tylko.
- Jeśli chciałeś mnie nakłonić do wypełniania małżeńskich obowiązków, to na
próżno traciłeś czas.
- Nie, chociaż bardzo apetycznie wyglądasz w bikini.
Kathryn przemocą stłumiła uczucie rozczarowania. Z trudem wydobyła głos ze ści-
śniętego gardła:
- No to po co? Wypełnić papiery rozwodowe?
- Znowu nie zgadłaś. Zaraz wszystko wyjaśnię, ale najpierw zjedz, bo ci wysty-
gnie.
- Na razie nie mam ochoty. Pozwól, że najpierw zmyję z siebie sól - odburknęła z
niechęcią.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]