
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- James Fenimore Cooper Oak Openings (PG) (v1.0) [txt]
- The Billionaire's Baby 4 New Beginnings Helen Cooper
- Cooper Jilly Imogena
- 286. Lee Miranda Wymarzona willa
- Diana Palmer Wymarzony prezent
- Alan Dean Foster Alien Nation
- LearningExpress 501 Grammar & Writing Questions, 1st Ed 180p(1)
- Laurie Grant Lord Liar
- Barry Eisler John Rain 06 Requiem for an Assassin
- basnieilegendy
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- stirlic.htw.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
szarzyzną, przepełnioną samotnością.
Czy Doris Adams brała kiedykolwiek swoje jedyne dziecko na ręce i
przemawiała do niego czule? A może zabawiała je, pokazując mu przezrocza z
matematycznymi wzorami? A Asa Adams? Czy pocieszył kiedykolwiek Haven,
gdy przewróciła się na rowerze i stłukła sobie kolano? Brady'emu wydało się to
raczej mało prawdopodobne. Ci ludzie byli całkowicie pozbawieni uczuć,
Zimni, skoncentrowani na sobie i swojej pracy unieszczęśliwili dziecko, które
sprowadzili na świat.
Zacisnął pięści. Wezbrała w nim taka złość, że z trudem się powstrzymał,
by nie walnąć pięścią w ścianę. Jak mogli traktować w ten sposób swoją córkę?
Zastanawiał się, co było większym okrucieństwem: porzucenie dziecka, jak to
zrobili jego rodzice, czy też kompletne ignorowanie?
- Dziękuję za pokazanie mi pokoju Haven - powiedział nagle. - Niestety,
muszę już iść.
Tak jak się spodziewał, Doris Adams nie zaprotestowała.
Podążał za nią w milczeniu, zastanawiając się, jak to możliwe, że Haven
wyrosła na tak cudowną, pełną ciepła i miłości kobietę. Zważywszy jej
przeszłość, był to istny cud.
- Czy Haven nadal prowadzi to swoje Centrum Dziecka i opiekuje siÄ™
małą dziewczynką? - spytała Doris, gdy znalezli się przy frontowych drzwiach.
Ta mała dziewczynka ma przecież imię, pomyślał Brady.
- 183 -
S
R
- Tak - odparł.
Kobieta niechętnie uścisnęła mu dłoń.
- Haven zmarnowała swoje życie. Mogła zostać drugą Marią Skłodowską-
Curie, ale poświęciła się obcemu dziecku. A przecież powiedziałam jej po
wypadku, gdy lekarz oznajmił, że nie będzie mogła mieć dzieci, że powinna być
za to wdzięczna losowi. Nigdy jej nie zrozumiem.
Brady'emu serce podeszło do gardła.
- Wypadek? - spytał schrypniętym głosem.
- Nie mówiła panu o tym? Uległa wypadkowi samochodowemu, gdy
miała szesnaście lat. Doznała ciężkich obrażeń wewnętrznych.
Owszem, mówiła mu o wypadku, jednak zataiła istotny szczegół.
- I wtedy właśnie okazało się, że nie będzie mogła mieć dzieci?
Doris skinęła głową.
Brady'ego zabolało, że Haven go okłamała. Jednak nie to było najgorsze.
Krajało mu się serce na myśl o tym, że zgodziła się na to, by potraktowali
małżeństwo poważnie wyłącznie ze względu na Annę. Nie było mowy o
jakimkolwiek uczuciu.
Gdy opuścił dom Adamsów, siedział przez dłuższą chwilę w
samochodzie, obserwując zachód słońca. Nagle uderzył z całej siły pięścią w
kierownicÄ™.
- Cholera jasna, Haven! - krzyknął na całe gardło. - Dlaczego musiałem
się w tobie zakochać?!
- 184 -
S
R
ROZDZIAA 14
Zegar wybił dwunastą w nocy. Haven była przerażona. Gdzie się
podziewał Brady? Przecież miał przylecieć dzisiaj wieczorem. Nie powiedział
wprawdzie dokładnie o której, jednak już dawno powinien być w domu.
Serce waliło jej jak młotem. Krążyła z pokoju do pokoju, przeczesując
włosy drżącymi ze zdenerwowania palcami. Co chwila zatrzymywała się, by
wyjrzeć przez okno, ale na podjezdzie było wciąż pusto. Nie była w stanie jeść
ani czytać. Nie mogła usiedzieć przed telewizorem ani skupić się na słuchaniu
muzyki.
Kilkakrotnie dzwoniła na lotnisko. Dowiedziała się, że wszystkie
samoloty z Nowego Jorku przyleciały planowo. Obdzwoniła też wszystkie
szpitale, jednak w żadnym z nich nie było Brady'ego Rossa ani nikogo o
podobnym rysopisie. Nie odważyła się zatelefonować do kostnicy. Zastanawiała
się przez chwilę, czy nie skontaktować się z Loringami - może oni mieli jakąś
wiadomość od niego - ale w końcu się rozmyśliła. Nie chciała ich niepotrzebnie
niepokoić.
Doszła do wniosku, że Brady został w Nowym Jorku na noc. Tylko
dlaczego jej o tym nie powiadomił? Może nie był w stanie, bo został pobity do
nieprzytomności w jakimś zaułku?!
O pierwszej w nocy usłyszała samochód na podjezdzie.
Odetchnęła z ulgą - nic mu się nie stało. Niepotrzebnie się zamartwiała.
Niespodziewanie ogarnęła ją złość. Chciała zauważyć cierpko, że pewnie
cierpi na zanik pamięci, ale postanowiła się opanować. W końcu wrócił, cały i
zdrowy, i to było najważniejsze.
Usłyszała, że otwiera drzwi wejściowe. Poczuła nagłą ochotę, by przytulić
się do niego - wprost nie mogła się go doczekać. Gdy wszedł do pokoju,
wystarczył jeden rzut oka, by zorientować się, że coś jest nie tak. Miał kamienny
- 185 -
S
R
wyraz twarzy i patrzył na nią lodowatym wzrokiem. Wyglądał dokładnie tak jak
pierwszego dnia, gdy siÄ™ poznali.
Wzięła głęboki oddech, po czym odezwała się łagodnym tonem, usiłując
ukryć wewnętrzne wzburzenie:
- Jak ci minęła podróż?
- W porządku - wycedził, rozglądając się wokół siebie tak, jakby jeszcze
nigdy tu nie był. Chyba rzeczywiście coś się stało, bo zachowywał się
przedziwnie.
- Dobrze się czujesz? - zapytała.
- Jestem po prostu zmęczony.
- Zrobić ci coś do jedzenia?
- Nie jestem głodny.
Haven poczuła się nieswojo. Nie bardzo wiedziała, jak się zachować.
- Dzwonił Syd. Zieglarowie wycofali pozew - poinformowała go.
- Na pewno jesteś z tego powodu bardzo szczęśliwa - rzucił
beznamiętnym tonem.
Naprawdę coś z nim było nie w porządku. Przecież bardzo kochał Annę,
dlaczego więc bez entuzjazmu zareagował na tę wiadomość?
- Czy coś się stało? Dlaczego się tak dziwnie zachowujesz?
Brady zmrużył oczy. Był wyraznie spięty. Haven poczuła skurcz w
żołądku.
- Widziałem się dziś wieczorem z twoimi rodzicami. To dlatego
zachowywał się tak dziwnie!
- Powiedziałeś im o nas? Brady skinął głową.
- No i jak zareagowali? Wykrzywił usta w cynicznym uśmiechu.
- A jak myślisz?
Haven roześmiała się nieszczerze.
- Jak ich znam, nie zrobiło to na nich najmniejszego wrażenia.
- 186 -
S
R
- Nigdy jeszcze nie spotkałem takich ludzi - powiedział ochrypłym
głosem. - Przy nich Zieglarowie to sama słodycz.
- Szkoda, że nie powiedziałeś mi, że zamierzasz ich odwiedzić.
Ostrzegłabym cię przed nimi.
Brady spojrzał na nią z wyrzutem.
- Twoja matka opowiedziała mi o wypadku samochodowym. Aż dziw, jak
bardzo różnią się wasze wersje.
Haven przeszył lodowaty dreszcz.
- Więc już wiesz, że... - Słowa uwięzły jej w gardle.
- %7łe nie możesz mieć dzieci - dokończył za nią Brady. - Tak, wiem.
Haven zrozumiała, że stało się to, czego tak bardzo się obawiała:
ukrywanie tej jakże istotnej informacji obróciło się przeciwko niej.
- Czy zamierzałaś mi to w ogóle kiedyś powiedzieć?
- Tak - odparła, patrząc mu prosto w oczy.
- Kiedy?
- DziÅ› wieczorem.
- Po tym, jak dowiedziałaś się, że Zieglarowie wycofali pozew?
Haven nie była w stanie zaprzeczyć. Gdyby choć przez ułamek sekundy
wierzyła, że ma to jakiś sens, spróbowałaby mu wszystko wytłumaczyć. Z
twarzy Brady'ego wyczytała, że zupełnie go to nie interesuje.
- Tak - powiedziała cicho.
Zapatrzył się w głąb korytarza. Widać było, jak nerwowo przełyka ślinę.
- Tak myślałem - mruknął.
Wyciągnęła do niego rękę, ale po chwili cofnęła ją.
- Postanowiłeś odejść, tak?
Spojrzał na nią zimnym, obojętnym wzrokiem.
- Znajdz mi chociaż jeden powód, dla którego miałbym zostać.
Jedynym argumentem było to, że się w nim bez pamięci zakochała. Ale
on najwyrazniej nie odwzajemniał jej miłości. Do tego nie mogła urodzić dzieci,
- 187 -
S
R
o których marzył. Gdyby próbowała odwołać się do jego sumienia, posługując
się Anną, to nie załatwiłoby sprawy. Pragnęła, by został właśnie z miłości dla
niej.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]