
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- 05. Roberts Nora Jedyna taka noc
- Jedyna_ocalona
- Nancy Collins Angels on Fire
- Leiber, Fritz FGM 3 Swords in the Mist
- D. Virtue Dzieci Indygo. Opieka i Wsparcie
- Clark Catherine Kto na śÂawce Wyci栜 Serce... PamićÂtny dzieśÂ
- 11.Oblicza namietnosci 01 Zapach kobiety Jo_Leigh
- Fortuna i miśÂośÂć Morgan Sarah
- Monika Szwaja Gosposia prawie do wszystkiego
- Ian Fleming Bond 14 (1966) Octopussy
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- acwpower.xlx.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
obozowisku. Poszły spać.
Claire modliła się o sen, ale nie przychodził. Nadszedł ostatni
dzień pobytu w Julian.
Czas wlókł się niemiłosiernie. Jack myślał, że ten dzień nigdy się
nie skończy. Dokładnie o piątej, kiedy zamknięto jarmark, wysłał
Karen, by odwiozła Amy na noc do Hawthornów. Potem wziął
prysznic, włożył świeże dżinsy i biało-czerwony podkoszulek do gry
w rugby. Daveyowi kazał osiodłać konia.
Jego serce waliło jak młot. Nigdy w życiu nie był tak przerażony i
zarazem zdecydowany.
Dosiadł Pioruna. Ogier przeleciał nad żywopłotem z orchidei.
Przeciął do połowy przestrzeń między Jackiem i Claire, potem
zawrócił. Minuty pełne tortur odliczały mroczne godziny.
Do Claire, do Claire, do Claire" kopyta końskie stukały jak
wskazówki zegara.
Na zawsze, na zawsze, na zawsze..."
Miliony złych rzeczy, miliony niesłusznych słów. To była jego
ostatnia szansa.
159
RS
Do Claire.
Spotkał ją niosącą do przyczepy wiklinowy koszyk pełen
jedwabnych kwadratów. Miała na sobie kostium, którego przedtem
nie widział, w kolorze zgniłej zieleni z białym i małymi akcentami
szkarłatu na rękawach i staniku. Jasne włosy związała złotą siatką,
która świeciła w słońcu. Zwiatło upalnego popołudnia odbijało na jej
ustach i policzkach różany blask dojrzałych jabłek z Julian.
Och, moja słodka, moja słodka damo" krzyknął w myśli, kiedy
słysząc tętent konia, zatrzymała się, spoglądając w jego kierunku. Jej
oczy były dwoma ogromnymi, błękitnymi światłami, które tak
pragnął odkryć, zawojować. Blask słońca zarumienił jej twarz.
Wydała się taka delikatna, że chciał ją otoczyć opieką, ukoić, uczynić
jej życie pięknym i radosnym.
Och, bądz moją damą, moją żoną..."
Cześć odezwała się pierwsza.
Niech Bóg ześle ci dobry wieczór. Jego głos był niski. Tłumił
w sobie pasję.
Tobie także.
Nie powiedział nic więcej. Postawiła koszyk, otworzyła drzwi
wozu i wniosła go. Przyczepa załadowana była pudłami i stosami
poduszek. Spakowały wszystko w przeddzień wyjazdu. Jarmark się
skończył. Zatańczył ostatni tancerz, spakowano ostatni kufer. Sen się
rozwiewał.
Czy to był tylko sen? spytał głośno Jack, zatapiając w niej
wzrok. Była piękna, nieosiągalna. Powiedz, Claire, czy tak było?
Co? Zakłopotana zamknęła drzwi. Co masz na myśli?
Wszystko spakowane? Wygiął się do przodu w siodle.
Przytaknęła. Dobrze.
Nadszedł czas, by zadziałać, zaryzykować ostatnią odmowę w
życiu. Czas, by odważyć się na coś, czego być może więcej nie
uczyni, coś, na co wyżyły się przed nim całe generacje mężczyzn.
Zanim Claire zorientowała się, co robi, chwycił ją pod ramię i
posadził obok siebie na Piorunie. Potem złapał wodze i koń puścił
się galopem.
160
RS
Co robisz? krzyknęła, prawie spadając z przerażenia. Ręce
Jacka niczym kleszcze zacisnęły się na jej talii. Schylił głowę do łba
ogiera, ona zaś trzymała się go kurczowo.
Kopyta końskie uderzyły w ziemię z coraz większą siłą, w miarę
jak oddalali się od obozowiska. Rumak pędził przez las, jak gdyby
rozumiał zamiary swego pana. Pokonywał przeszkody i kiedy
osiągnął pagórek, zarżał.
Jack, co ty robisz? spytała raz jeszcze, uczepiwszy się go ze
strachu.
Nie odpowiedział. Niczym mężczyzna owładnięty namiętnością
popędzał konia, zatapiając palce w jej ciele.
Jack! krzyknęła. Proszę!
Był zmrok. Słońce oświetlało kopyta Pioruna i odbijało się
smugami na pniach drzew. Dla Jacka czas się zatrzymał. Wiódł ją w
szaleństwie przez las, zastanawiając się, czy dobrze zrobił i żałując,
że nie może przewidzieć, jakie będą tego skutki. Kiedy poczuł przy
sobie ciepłe ciało Claire, jego serce napełniła pewność i niepewność
jednocześnie. Podziwiał zachodzące słońce. Jakby na zawsze
zatrzymało się nad horyzontem. Zastanawiał się, czy bał się
zmierzchu dnia, czy ich miłości.
Dojechali do rancho. Jack dał wszystkim wolną noc. Nie było
nikogo w stajni. Kuchnia była pusta. Jedynym odgłosem był odgłos
kopyt Pioruna na miękkiej ziemi i powtarzający się od czasu do
czasu trel ptasi.
Jack, co ty...
[ Pobierz całość w formacie PDF ]