
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Gordon Dickson Dragon 07 The Dragon and the Gnarly King (v1.2) (lit)
- Laurie King Mary Russel 08 Locked Rooms
- James Clavell Asian Saga 03 King Rat
- Ambrose Stephen E. Most Pegasus
- Christine Feehan Mroczna Seria 12 Dark Melody
- Green Roland Conan i wrota demona
- Avalon_ The Return of King Arth Stephen R. Lawhead
- Stephen King El pasillo de la muerte 1Ĺ˝ parte
- King_Stephen_ _Furia
- 01.Flanders_Rebecca_Do_trzech_razy_sztuka
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- alpsbierun.opx.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
- To ci się udało! To naprawdę niegrzecznie z mojej strony, że o tym zapomniałem! Mamy
jeszcze wiele do omówienia, ty i ja. Takie bowiem jest życzenie mojego pana.
- Kim on jest?
Człowiek w czerni się uśmiechnął.
- Czy mamy zatem powiedzieć sobie prawdę, ty i ja? Koniec z kłamstwami? Koniec z gusłami?
- Co to są gusła?
- Czy mamy sobie wygarnąć prawdę, jak dwaj mężczyzni? - powtórzył z naciskiem człowiek
w czerni. - Nie przyjaciele, lecz wrogowie i ludzie równi sobie. To oferta, z którą rzadko się
spotkasz, Rolandzie. Tylko wrogowie mówią sobie prawdę. Przyjaciele i kochankowie bez przerwy
kłamią, złapani w sieć zobowiązań.
- Zatem powiedzmy sobie prawdę. - Nigdy nie mówił mniej tej nocy. - Na początek wyjaśnij,
czym są gusła.
- Gusła to czary, rewolwerowcze. Czary mego pana przedłużyły tę noc i przedłużają jeszcze
bardziej... dopóki nie załatwimy tego, co mamy do załatwienia.
- Jak długo to potrwa?
- Długo. Nic mogę ci powiedzieć nic więcej. Sam tego nie wiem. - Człowiek w czerni stanął
nad ogniskiem i blask żarzących się głowni wyżłobił bruzdy na jego twarzy. - Pytaj. Powiem ci to, co
wiem. Dopadłeś mnie. Tak będzie sprawiedliwie; nie sądziłem, że ci się uda. Ale twoja wędrówka
dopiero się zaczęła. Pytaj. To powinno nas szybko doprowadzić do sedna.
- Kim jest twój pan?
- Nigdy go nie widziałem, lecz ty musisz. Aby dotrzeć do Wieży, musisz najpierw dotrzeć do
niego, do Wiecznego Przybysza. - Człowiek w czerni złośliwie się uśmiechnął. - Musisz go zabić,
rewolwerowcze. Wydaje mi się jednak, że nie o to chciałeś zapytać.
- Jak możesz go znać, skoro nigdy go nie widziałeś?
- Odwiedził mnie raz we śnie. Przyszedł do mnie jako młodzian, kiedy mieszkałem w dalekim
kraju. Przed tysiącem, a może pięcioma albo dziesięcioma tysiącami lat. Odwiedził mnie, zanim
starożytni przepłynęli przez morze, w kraju, który nazywał się Anglia. Powierzył mi tę misję przed
wielu stuleciami, lecz w młodości, nim doczekałem się apoteozy, wypełniałem również inne
zlecenia. To ty jesteś tą misją - dodał i zachichotał. - Widzisz, ktoś wziął cię na serio.
- Ten Przybysz nie ma imienia?
- a jakże, ma.
- Jak ono brzmi?
- Maerlyn - powiedział cicho człowiek w czerni i gdzieś w ciemności, w górach na wschodzie,
zeszła skalna lawina. Puma krzyknęła głosem kobiety. Rewolwerowiec zadrżał, a człowiek w czerni
się wzdrygnął. - Mimo to w dalszym ciągu wydaje mi się, że nie o to chciałeś zapytać. Wybieganie
myślą naprzód nie leży w twojej naturze.
Rewolwerowiec wiedział, o co chciał zapytać; to pytanie nie dawało mu spokoju przez całą
noc i chyba od wielu lat. Zawisło na jego wargach, ale nie zadał go... jeszcze nie.
- Czy ten Przybysz, ten Maerlyn jest sługą Wieży? Tak jak ty?
- O wiele potężniejszym ode mnie. Ma moc cofania się w czasie. Kryje się w mroku. Nadaje
barwy. Jest obecny we wszystkich czasach. Mimo to jest ktoś większy od niego.
- Kto?
- Bestia - wyszeptał z lękiem człowiek w czerni. - Strażnik Wieży. Twórca wszelkich guseł.
- Czym jest? Co ta Bestia...
- Nie pytaj o nic więcej! - zawołał człowiek w czerni, w jego głosie zamiast zamierzonej
stanowczości zabrzmiał błagalny ton. - Nie wiem! Nie chcę wiedzieć. Mówienie o Bestii to
mówienie o zatracie własnej duszy. Maerlyn jest przy niej tym, czym ja jestem przy nim.
- a za Bestią jest Wieża, ze wszystkim, co się w niej kryje?
- Tak - szepnął człowiek w czerni. - Ale nie o to chciałeś mnie zapytać. Prawda.
- Owszem - odparł rewolwerowiec, po czym zadał najstarsze na świecie pytanie. - Czy ja cię
znam? Czy widziałem cię już wcześniej?
- Tak.
- Gdzie?
Rewolwerowiec pochylił się skwapliwie do przodu. To było pytanie o jego przeznaczenie.
Człowiek w czerni podniósł ręce do ust i zachichotał jak małe dziecko.
- Wydaje mi się, że wiesz.
- Gdzie? - zawołał rewolwerowiec, zrywając się na nogi; jego dłonie powędrowały do
wyślizganych rękojeści rewolwerów.
- Nie tak, rewolwerowcze, w ten sposób nie otworzysz żadnych drzwi. Najwyżej zamkniesz je
raz na zawsze.
- Gdzie?
- Czy muszę dawać mu wskazówkę? - zapytał człowiek w czerni, zwracając się do kogoś
w ciemności. - Chyba muszę. - Spojrzał na rewolwerowca płonącymi oczyma. - Był pewien
mężczyzna, który udzielił ci rady. Twój nauczyciel...
- Tak, Cort - przerwał mu niecierpliwie rewolwerowiec.
- Radził ci czekać. To była zła rada. Bo już wtedy Marten knuł przeciwko twojemu ojcu,
a kiedy twój ojciec wrócił...
- Został zamordowany.
- i zanim się zorientowałeś, Marten zniknął... wyjechał na zachód, w jego orszaku był
mężczyzna... nosił ubiór mnicha i ogolił głowę niczym pokutnik...
- Walter - szepnął rewolwerowiec. - Ty... ty nie jesteś wcale Martenem. Jesteś Walterem!
Człowiek w czerni zachichotał.
- Do usług.
- Powinienem cię teraz zabić.
- To byłoby raczej nie w porządku, w końcu to ja oddałem w twoje ręce Martena trzy lata
pózniej, kiedy...
- Wtedy mną manipulowałeś.
- Owszem, pod pewnymi względami. Ale teraz już tego nie robię, rewolwerowcze. Teraz
nadszedł czas prawdy. Rano nakreślę runy. Nawiedzą cię sny. Potem musi się zacząć twoja
prawdziwa wędrówka.
- Walter - powtórzył oszołomiony rewolwerowiec.
- Usiądz - poprosił go człowiek w czerni. - Opowiem ci moją historię. Twoja, jak sądzę,
będzie o wiele dłuższa.
- Nie opowiadam o sobie - mruknął rewolwerowiec.
- a jednak dzisiaj musisz. %7łebyśmy mogli zrozumieć.
- Zrozumieć co? Mój cel? Znasz go. Moim celem jest odnalezienie Wieży. Przysiągłem, że to
zrobię.
- Nie chodzi o twój cel, rewolwerowcze, lecz o twój umysł. Powolny, metodyczny, wytrwały.
Takiego umysłu nie było w całej historii świata. Być może w całej historii stworzenia. Nadszedł czas
rozmowy. Czas opowieści.
- Więc opowiadaj.
Człowiek w czerni potrząsnął obszernym rękawem swojej szaty. Na ziemię upadła paczuszka
owinięta w folię, w jej załamkach odbił się blask gasnących głowni.
- Tytoń, rewolwerowcze. Masz ochotę zapalić?
Rewolwerowiec potrafił wzgardzić potrawą z królika, ale nie tytoniem. Rozerwał skwapliwie
folię, w środku był znakomity pokruszony tytoń i zdumiewająco wilgotne zielone liście, w które
można go było zawinąć. Nie widział takiego tytoniu od dziesięciu lat.
Skręcił dwa papierosy i przygryzł je na końcach, żeby uwolnić zapach. Jeden podał
człowiekowi w czerni, który nie odmówił. Każdy z nich podniósł płonącą gałązkę z ogniska.
Rewolwerowiec zapalił swojego papierosa. Zamknął oczy, by móc się lepiej skupić, wciągnął
głęboko w płuca aromatyczny dym i delektując się, powoli go wydmuchał.
- Dobry tytoń? - zapytał człowiek w czerni.
- Tak. Bardzo dobry.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]