
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Feehan, Christine Dark 05 Dark Challenge
- 0748621520.Edinburgh.University.Press.Christian.Philosophy.A Z.Jul.2006
- Cole Allan & Bunch Christopher Sten Tom 5 Zemsta Przeklętych
- Craig Sinnott Armstrong God A Debate between a Christian and an Atheist
- Christine Feehan Mroczna Seria 12 Dark Melody
- Mary Balogh Dark Angel 07 A Christmas Br
- Elizabeth Hand Chip Crockett's Christmas Carol
- Christie Agatha Pierwsze...drugie zapnij mi obuwie
- Hohl Joan MiśÂ‚osna maskarada
- Konopnicka Maria O krasnoludkach i o sierotce Marysi
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- szarlotka.pev.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Był to wielki ork, szczelnie owinięty płaszczem. Siedział skulony przy ognisku, jakby
wcale nie czuł wiosennego ciepła.
Pieśń Zniegu natychmiast podbiegła do Mądrego Ucha, który w końcu pojawił się w
obozie. Thrall spojrzał na Drek Thara.
- Kim jest ten obcy? - spytał.
- To wędrowny pustelnik. Nie znamy go. Mówi, że Mądre Ucho znalazł go
zagubionego w górach i przyprowadził w bezpieczne miejsce.
Thrall popatrzył na miskę z gulaszem, którą obcy trzymał w wielkiej ręce. Jego uwagę
zwróciła troska, z jaką odnosili się do niego członkowie klanu.
- Traktujecie go o wiele lepiej niż mnie na początku - powiedział poirytowany.
Drek Thar zaśmiał się.
- On prosi tylko o kilka dni odpoczynku, nim ruszy dalej. Nie przyszedł z podartą
pieluszką Lodowych Wilków, prosząc o przyjęcie do klanu. Ponadto przybył wiosną, gdy
mamy czym się dzielić, a nie na początku zimy.
Thrall musiał przyznać szamanowi rację. Pragnąc zachować się uprzejmie, usiadł przy
obcym.
- Witaj, przybyszu. Jak długo wędrowałeś?
Ork spojrzał na niego spod zasłaniającego twarz kaptura. Jego szare oczy patrzyły
ostro, choć odpowiedz była grzeczna, a nawet pełna szacunku.
- Dłużej niż chcę o tym pamiętać, młodzieńcze. Jestem waszym dłużnikiem. Sądziłem,
że Lodowe Wilki to tylko legenda opowiadana przez Gul dana, by zastraszyć inne orki.
Thrall poczuł, jak odzywa się w nim duma.
- Zostaliśmy niesłuszne wygnani, ale udowodniliśmy swoją wartość, utrzymując się
przy życiu w tak surowych warunkach - odpowiedział.
- O ile wiem, nie tak dawno ty byłeś tak samo obcy w tym klanie jak ja - powiedział
przybysz. - Opowiadano mi o tobie, młody Thrallu.
- Mam nadzieję, że mówiono o mnie dobrze.
- Wystarczająco dobrze - stwierdził enigmatycznie obcy i powrócił do swojego
gulaszu. Thrall zauważył, że jego dłonie są mocno umięśnione.
- Jaki jest twój klan, przyjacielu?
Ork zamarł z łyżką w połowie drogi do ust.
- Ja już nie mam klanu, wędruję sam.
- Wszyscy zostali zabici?
- Zabici, pojmani albo są martwi... na duszy - odpowiedział ork głosem pełnym bólu. -
Nie chcę o tym więcej mówić.
Thrall poczuł się w obecności obcego nieswojo. Miał też pewne podejrzenia. Wstał,
skinął głową i podszedł do Drek Thara.
- Powinniśmy go obserwować - powiedział. - W tym wędrownym pustelniku jest coś,
co mi siÄ™ nie podoba.
Drek Thar odrzucił głowę do tyłu i zaśmiał się.
- Miałeś pretensje, że cię niesłusznie podejrzewaliśmy, gdy przybyłeś do nas, a teraz
sam nie ufasz głodnemu przybyszowi. Och, Thrallu, jeszcze wiele musisz się nauczyć.
Podczas wieczornego posiłku Thrall nadal obserwował obcego, starając się nie rzucać
mu zbytnio w oczy. Przybysz nie pozwalał nikomu dotknąć wielkiego worka, który miał przy
sobie, nie zdejmował także swojego obszernego płaszcza. Odpowiadał na pytania grzecznie,
lecz krótko, i mało mówił o sobie. Thrall dowiedział się tylko, że przybysz jest od dwudziestu
lat pustelnikiem, który marzy o powrocie dawnych czasów, choć nie robi niczego, aby jego
marzenia mogły się urzeczywistnić.
W pewnym momencie Uthul spytał go:
- Czy widziałeś kiedykolwiek obozy internowania? Thrall mówił, że uwięzione tam
orki zupełnie straciły wolę walki.
- Tak, i wcale mnie to nie dziwi - odpowiedział obcy. - Tak naprawdę nie ma już o co
walczyć.
- Jest wiele rzeczy, o które warto walczyć - sprzeciwił się Thrall, czując wzbierający
gniew. - Wolność. Swoje miejsce w tym świecie. Pamięć o naszym pochodzeniu.
- A jednak Lodowe Wilki kryją się w górach - przypomniał obcy.
- A ty kryłeś się na południu!
- Aleja nie mam zamiaru wywoływać buntu wśród orków, by odrzuciły kajdany i
powstały przeciwko swoim panom - stwierdził spokojnie przybysz.
- Nie pozostanę tu zbyt długo - rzekł Thrall. - Gdy nadejdzie wiosna, przyłączę się do
niepokonanego Gromu Piekielnego Krzyku i pomogÄ™ jego szlachetnemu klanowi Wojennej
Pieśni zdobyć obozy i uwolnić nasz lud. Natchniemy naszych braci odwagą, by powstali
przeciw ludziom, którzy nie są ich panami, lecz okrutnikami, którzy więżą ich wbrew ich
woli!
Zerwał się na równe nogi, czując, jak przepełnia go gniew z powodu obrazliwych słów
obcego. Bał się, że Drek Thar zacznie go łajać, lecz starzec nic nie mówił, tylko głaskał
swojego wilczego towarzysza i słuchał. Lodowe Wilki zdawały się być zafascynowane tą
wymianą zdań.
- Grom Piekielny Krzyk - prychnął obcy, machając pogardliwie ręką. - Opętany przez
demony marzyciel. Widziałem, co potrafią ludzie, i wierz mi, lepiej ich unikać.
- A ja zostałem wychowany przez ludzi, i wierz mi, że nie są niezniszczalni! -
krzyknął Thrall. - I ty też nie, jak sądzę, tchórzu!
- Thrall... - odezwał się wreszcie Drek Thar.
- Nie, mistrzu Drek Tharze, nie zamilknÄ™. Ten obcy przychodzi do nas po pomoc, je
przy naszym ognisku i śmie obrażać odwagę naszego klanu. Nie zniosę tego. Nie jestem
wprawdzie wodzeni, ale mam prawo walczyć z tym obcym i zmusić go do połknięcia swych
własnych słów, podanych na moim mieczu.
Oczekiwał, że tchórzliwy pustelnik przestraszy się i poprosi o wybaczenie. Jednak
dziwny ork zaśmiał się głośno i wstał. Był niemal tak wysoki jak Thrall i - co młody ork
dopiero teraz dostrzegł - odziany w czarną zbroję płytową zdobioną mosiądzem. Choć płyty
były podniszczone, a mosiężne zdobienia stanowczo wymagały wyczyszczenia, zbroja robiła
spore wrażenie.
Obcy z głośnym okrzykiem otworzył plecak i wyjął największy młot, jaki Thrall
widział w życiu. Uniósł go bez trudu i machnął nim w jego stronę.
- Tylko spróbuj, szczeniaku!
Wszystkie orki zaczęły głośno krzyczeć. Po raz drugi w ciągu paru chwil Thrall był
zaskoczony. Lodowe Wilki nie tylko nie ruszyły na pomoc członkowi klanu, lecz wręcz się
wycofały. Niektóre nawet upadły na kolana. Tylko Pieśń Zniegu została przy nim, jeżąc foto)
i odsłaniając kły.
Co się dzieje? Spojrzał na Drek Thara, ale ten sprawiał wrażenie bardzo spokojnego.
Trudno. Kimkolwiek jest ten obcy, obraził Thralla i Lodowe Wilki, a młody szaman
musi bronić swojego i ich honoru, nawet za cenę własnej krwi.
Nie miał przy sobie broni, więc Uthul podał przyjacielowi długą, ostrą włócznię.
Thrall zacisnął ją w pięści i zaczął tupać.
Poczuł, jak Duch Ziemi odpowiada mu pytaniem. Najłagodniej jak potrafił, aby nie
zdenerwować żywiołu, zrezygnował z jego pomocy. To nie jest walka dla żywiołów, ich
pomoc nie jest konieczna. Thrall musi po prostu dać temu aroganckiemu przybyszowi
nauczkÄ™.
Mimo to czuł, że ziemia drży pod jego stopami. Obcy wyglądał na zaskoczonego, a
potem wręcz zadowolonego. Nim Thrall zdążył się przygotować, opancerzony przybysz
rzucił, się do ataku.
Thrall podniósł włócznię, by się osłonić. Choć była to niebezpieczna broń, nie
nadawała się do blokowania ciosów potężnego młota. Pękła na pół niczym cienka gałązka.
Thrall rozejrzał się wokół, lecz nie widział żadnej innej broni. Przygotował się na następny
cios, decydując się walczyć tak, jak w przeszłości walczył bez broni z uzbrojonymi
przeciwnikami.
Obcy znów zamachnął się młotem. Thrall zrobił unik i rzucił się, by wyrwać
przeciwnikowi z rąk jego broń. Ale gdy tylko zacisnął ręce na rękojeści młota, przybysz
szybko pociągnął za broń i Thrall upadł. Wtedy obcy rzucił się na niego, próbując go udusić.
Thrall wyślizgał się niczym ryba i rzucił w bok, jednocześnie łapiąc przeciwnika za
nogę. Pociągnął i obcy stracił równowagę. Teraz obaj leżeli na ziemi. Thrall uderzył pięścią w
rękę, która ściskała młot. Przybysz wypuścił broń. Chwytając młot, Thrall zerwał się na
[ Pobierz całość w formacie PDF ]