
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Daley Brian Gwiezdne Wojny Przygody Hana Solo 02 Zemsta Hana Solo
- Honor 02 Honor Bound Radclyffe
- Anthony, Piers Tarot 02 Vision of Tarot
- Jo Clayton Skeen 02 Skeen's Return (v1.2)
- Saga rodu Michorowskich 02 Córka Michorowskich Rohóczanka Anna
- Star Wars Black Fleet Crisis 02 Shield of Lies Michael P Kube McDowell
- Hawkins Rachel Dziewczyny z Hex Hall 02 Diable Szkło rozdz 1 18
- Chloe Cole [Naughty Godmother 02] Tempting Trent [EC Twilight] (pdf)
- Krentz Jayne Ann Damy i awanturnicy 02 Poszukiwacz skarbow
- Paul Heyse sabinki
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- alpsbierun.opx.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Jestem pewien, e si rozumiemy.
Odwróci si .
- Ona nic nie powie. Ani s owa. Chod ze mn , Mieszczaninie.
Terens nie zdo si odwróci i spojrze na blad , ci gni twarz w oknie.
Cokolwiek mia o teraz nast pi , dokona cudu. Przez jedn wspania chwil
ca owa najdumniejsz dam Sark, czu lekki dotyk jej mi kkich, pachn cych ust.
16.
Oskar ony
Dyplomacja ma swój j zyk i swoje prawa. Stosunki mi dzy przedstawicielami
suwerennych pa stw okre lone protoko em bywaj napuszone, a czasem wr cz mieszne.
Wyra enie nieprzyjemne konsekwencje oznacza w tym j zyku wojn , a odpowiednie
uzgodnienia - poddanie si .
W miar mo liwo ci Abel wola unika dyplomatycznych dwuznaczno ci.
Po czywszy si z Fife em po w skiej, prywatnej wi zce, zachowywa si jak zwyczajny
starszy pan gaw dz cy przy kieliszku wina.
- Trudno ci z apa , Fife - powiedzia .
Fife u miechn si . By spokojny i odpr ony.
- Ci ki dzie , Abel.
- Tak. Co s ysza em.
- Steen? - spyta oboj tnie Posiadacz.
- Mi dzy innymi. Jest u nas od kilku godzin.
- Wiem. To po trosze moja wina. Masz zamiar odda go nam?
h
h
X
a
X
a
-
-
n
n
F
F
g
g
D
D
e
e
P
P
w
w
Click to buy NOW!
Click to buy NOW!
m
m
w
w
o
o
w
w
c
c
.
.
.
.
d
d
k
k
o
o
c
c
c
c
a
a
r
r
u
u
t
t
-
-
C C
- Obawiam si , e nic z tego.
- To przest pca.
Abel zachichota i obróci puchar w d oni, obserwuj c leniwie wyp ywaj ce b belki.
- Mo emy go potraktowa jako uchod politycznego. Na terytorium Trantora
chroni go prawo mi dzygwiezdne.
- Twój rz d ci poprze?
- My , e tak, Fife. Pracuj c w Ministerstwie Spraw Zagranicznych od trzydziestu
siedmiu lat, wiem, co Trantor poprze, a czego nie.
- Mog sprawi , e Sark za da twego odwo ania.
- I co ci to da? Jestem pokojowo nastawionym facetem, który dobrze yje ze
wszystkimi. Mój nast pca mo e by inny.
Zapad a cisza. Fife wyd usta.
- Chyba masz jak propozycj .
- Tak. Masz naszego cz owieka.
- Jakiego cz owieka?
- Kosmoanalityka. Tubylca z planety Ziemia, która - nawiasem mówi c - jest
cz ci Imperium Trantora.
- Steen ci to powiedzia ?
- Mi dzy innymi.
- Czy on widzia tego Ziemianina?
- Tego nie mówi .
- No wi c, nie widzia . W tej sytuacji w tpi , aby móg ufa jego s owom.
Abel odstawi kieliszek i splót d onie na brzuchu.
- Mimo to jestem pewien, e Ziemianin istnieje. Mówi ci, Fife, powinni my
dogada si w tej sprawie. Ja mam Steena, a ty Ziemianina. A wi c remis. Zanim
przyst pisz do realizacji tego, co zaplanowa , zanim wyga nie termin twojego
ultimatum i wykonasz swój coup d etat, dlaczego nie naradzi si nad ogóln sytuacj w
produkcji kyrtu?
- Nie widz potrzeby. To, co dzieje si teraz na Sark, to sprawa czysto wewn trzna.
Jestem gotów osobi cie zagwarantowa , e wydarzenia polityczne w aden sposób nie
odbij si na handlu kyrtem. To, jak s dz , powinno upewni Trantor, e jego s uszne
interesy nie ucierpi .
Abel wypi yk wina i pogr si w zadumie.
- Zdaje si - powiedzia po chwili - e to jeszcze nie wszystko. Mamy te drugiego
uchod politycznego. Dziwny przypadek. To jeden z waszych flori skich poddanych.
Mieszczanin. Mówi, e nazywa si Myrlyn Terens.
Oczy Posiadacza zab ys y.
- Tak podejrzewali my. Na Sark, Abel, s jakie granice ingerencji Trantora w
wewn trzne sprawy tej planety. Cz owiek, którego porwali cie, jest morderc . Nie
mo ecie zrobi z niego uchod cy politycznego.
- A wi c, czy chcesz tego cz owieka?
- Chodzi ci o wymian ?
- Nie, o narad , o której mówi em.
- Za jednego flori skiego morderc ? Nie ma mowy.
- Jednak sposób, w jaki Mieszczanin zdo do nas uciec, jest do osobliwy. Mo e
zainteresuje ci , e...
h
h
X
a
X
a
-
-
n
n
F
F
g
g
D
D
e
e
P
P
w
w
Click to buy NOW!
Click to buy NOW!
m
m
w
w
o
o
w
w
c
c
.
.
.
.
d
d
k
k
o
o
c
c
c
c
a
a
r
r
u
u
t
t
-
-
C C
Junz kr po pokoju, potrz saj c g ow . By a ju pó na noc. Chcia by si
przespa , ale wiedzia , e musia by mie do tego somnin .
- Mog em zagrozi u yciem si y - wywodzi Abel - tak jak proponowa Steen. Ale to
nie by oby dobre. Ryzyko du e, a rezultat niepewny. Dopóki jednak Mieszczanin nie
znalaz si w naszych r kach, nie widzia em innej mo liwo ci, jak tylko bezczynno
polityczna.
- Nie - Junz gwa townie potrz sn g ow . - Co trzeba by o zrobi . Jednak to
wygl da na szanta .
- Z punktu widzenia formalnego - mo e. A co wed ug pana powinienem by zrobi ?
- Dok adnie to, co pan zrobi . Nie jestem hipokryt , Abel. A raczej staram si nie
by . Nie b pot pia pa skich metod, skoro zamierzam wykorzysta rezultaty. Tylko
co z dziewczyn ?
- Je li Fife dotrzyma umowy, nic jej nie b dzie.
- al mi jej. Nie lubi sarka skiej arystokracji za to, jak post puj z Florin , ale nie
mog nie wspó czu dziewczynie.
- Jako jednostce, tak. Bo prawdziwa odpowiedzialno spoczywa na samej Sark.
uchaj, pan, czy ca owa pan kiedy dziewczyn w samochodzie?
Junz u miechn si leciutko k tem ust.
- Tak.
- I ja te , chocia pewnie musz si gn pami ci dalej ni pan. W tej chwili w takie
rzeczy mo e bawi si moja najstarsza wnuczka. Czym e jest poca unek ukradziony w
samochodzie, jak nie wyrazem najnaturalniejszego w Galaktyce uczucia? Spróbujmy
spojrze na to tak. Jest dziewczyna, z wy szych sfer, która zbiegiem okoliczno ci
znalaz a si w jednym poje dzie z - dajmy na to - przest pc . On wykorzystuje okazj i
ca uje j . Pod wp ywem impulsu i bez jej zgody. Co ona mo e czu ? Co mo e odczuwa
jej ojciec? Upokorzenie? Mo liwe. Gniew? Oczywi cie. Z ? Niesmak? Uraz ? Zgoda
na wszystko. Ale uwa córk za zha bion ? Nie! Do tego stopnia zha bion , e jest
gotowy narazi ywotne interesy pa stwa, aby zatuszowa spraw ? Bzdura!
Tymczasem tak w nie wygl da sytuacja, a mog o si to zdarzy wy cznie na
Sark. Ta Samia nie zrobi a nic z ego; by a tylko uparta i troch naiwna. Jestem pewien, e
ju j kto ca owa . I jeszcze nieraz poca uje; mo e to by ka dy prócz Flori czyka; nikt
nie powie jej z ego s owa. Ale j poca owa Flori czyk! To niewa ne, e ona nie
wiedzia a. Niewa ne, e on wymusi ten poca unek. Gdyby my opublikowali zdj cie
Samii w ramionach Flori czyka, uczyniliby my niezno nym ycie tej dziewczyny i jej
ojca. Widzia em twarz Fife a, gdy patrzy na zdj cie. Nie mo na by o pozna , e
Mieszczanin jest Flori czykiem. By w stroju Sarka czyka, a czapka dobrze zakrywa a
[ Pobierz całość w formacie PDF ]