
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Cykl Pan Samochodzik (37) Wilhelm Gustloff Sebastian Miernicki
- 37 Pan Samochodzik i Wilhelm Gustloff
- F.OSSEDOWSKI Lenin
- Anne McCaffrey Freedom 2 Freedom's Choice
- Cornick Nicola 01 Kobieta z zasadami
- John Gardner Bond 28 Seafire
- FM Busby Long View 7 Rebel's Quest
- Akademia Mitu 02 PocaśÂ‚unek Gwen Frost Estep Jennifer
- 16. McBr
- Lord of the Flies
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- stirlic.htw.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
funfla, który tam kiblował. Nie otrzymał odpowiedzi. Fatalnie! Może klawisz przechwycił
pocztę? Po raz któryś zadawał sobie to pytanie: Jeżeli ten człowiek sypnie, skrewi? I sam
sobie odpowiadał. Taki głupi nie jest. Sypnie, to nie zobaczy grosza. Skrewi? Wie dobrze o
tym, że Tarnawskiego nie oszuka. Znalazłby go w piekle. Nie było sensu zwlekać. Powiedział
życzliwie, zachęcająco;
Siadaj! Odsunął się w kierunku ściany, żeby dać trochę miejsca Romanowskiemu.
Powtórzył: Siadaj, Mietek!
Tykanie sprawiło widoczną satysfakcję gościowi. Tarnawski nie do każdego zwracał się po
imieniu, chłonął każde słowo.
Czy ja ci mówiłem, że chcę się wycofać? Proszę! Masz adres. Napisany na bilecie
autobusowym, jakby cię przy wyjściu rewidowali. Na wszelki wypadek naucz się na pamięć.
Podkowa Leśna. Grunwaldzka. Narożnik. Willa z modrzewia, grube bale. Podbudówka z
czerwonej cegły. Nad drzwiami rzezbiona figura trzyma w ręku lampkę, jakby latarnię. Niech
cię to nie peszy. Zwieci w niedzielę, w świątek i w piątek, żeby goście nóg nie łamali. Masz
klucze.
Dał mu je z ręki do ręki, żeby nie zabrzęczały. Prześladowała go świadomość, że ten
wredniacha Edzio podsłuchuje.
Pamiętaj! Dom jest pusty, idziesz przez, służbówkę, schodkami prosto do sypialni i
szukasz sejfu. Wszystko razem powinno potrwać pół godziny, godzinę, prujecie sejf i
zmykacie.
Szkatuły zakopać?
Nie trzeba. Jeszcze ktoś podejrzy. Będą u ciebie bezpieczne. I do naszego spotkania nie
zaglÄ…daj na bazar, nie zwracaj na siebie uwagi. Gdyby&
Nie musiał kończyć zdania. Romanowski mu przerwał:
Coś ty? Czy ja nie wiem, z kim pracuję. Dam ci znać z wolności, jak poszło. Zaraz po
świętach. Mam swój kanał.
Jeżeli pewny. I niech cię Bóg broni, żebyś gwizdnął cokolwiek z mieszkania. Zrób
swoje i wracaj do żony. Posiedz z nią pod choinką, idz z dzieckiem do kina, niech wie, że ma
ojca. Zaraz po Nowym Roku nastąpi podział. Porzyckiemu o mnie ani słowa. Dostanie swoją
dolę. Będziesz się musiał z nim podzielić. To już twoja sprawa. Wolałbym, żebyś to zrobił
sam. Im nas mniej, interes zyskuje i bezpieczeństwo. Gdybyś się znał na ślusarce& Trudno.
Masz idealnie proste zadanie.
A jak nie znajdÄ™ tego domu? Nie znam Podkowy.
Pojedz w dzień na rekonesans.
Pomyślał, że taki prostak jak Romanowski z pewnością nie wie, co to słowo znaczy.
Powtórzył:
Pojedz, obejrzyj za dnia tÄ™ willÄ™ na Grunwaldzkiej.
* * *
Odgłos zamykającej się bramy. Tym razem oznaczał dla nich powrót do normalnego życia.
Wolność!
Stali obok siebie milcząc. Przypatrywali się życiu ulicznemu, śpieszącym się ludziom,
pędzącym samochodom. Wyglądali jak para komików z filmów Bustera Keatona. Ubrania
zmięte, za duże, za szerokie. Schudli na więziennym wikcie. Bladość woskowa ich twarzy
wystarczyłaby za odpowiedz na pytanie skąd wracają. Wysoki, silny mężczyzna i wątły
blondynek, nie sięgający starszemu do ramienia. Mieli za sobą wyrok orzekający,
odosobnienie. Ale przecież przez chwilę nie byli sami. Dwadzieścia cztery godziny pod
okiem strażnika, zaglądającego przez lipo*. Noce, w których byli obiektami w rękach gites
ludzi albo sami dręczyli słabszych. Musieli się podporządkować nie tylko regulaminowi
więziennemu, ale i prawom obowiązującym w tej społeczności.
Rozejrzeli się wokoło. Nikt na nich nie czekał i już chyba nie przyjdzie. Nie było
pewności, o której godzinie ich wypiszą. Romanowski wiedział, że żona pilnuje dzieciaka,
może poszła na bazar pohandlować. Z czegoś musiała żyć. Porzycki nie zawiadamiał nikogo z
bliskich. Chciał się ogolić, przebrać, dopiero wtedy pokaże się swojej dziewczynie. A może
Ewka jest u matki, pieką razem ciasto? Pragnął jak najprędzej znalezć się w małym pokoiku,
z wbudowaną na węgiel kuchnią, zrzucić te łachy, zalatujące więziennym odorem, położyć się
na miękkim łóżku. Matka narzekała nieraz, że inni już mieszkają w blokach, a jej syn nie
potrafi niczego wychodzić. Pójdzie teraz do pracy, na budowę, łatwiej tam o mieszkanie.
Może Ewa się do nich sprowadzi? Matka będzie prowadzić gospodarstwo, a oni zarobią na
życie. Był pewny, że Ewka nigdy nie wierzyła w jego winę. Broniła go, przyjeżdżała na każde
widzenie. Czy jednak po tym wszystkim będzie zdolny prowadzić normalne życie? Chciał jak
najszybciej uwolnić się od tego mężczyzny, który sprawił, że życie po tamtej stronie muru
było nie kończącą się udręką. Nie zobaczy go więcej. W Warszawie nietrudno się zgubić.
Jeszcze kilka godzin jazdy kolejÄ… i odczepi siÄ™ od bydlaka.
Romanowski nie był taki głupi, żeby nie rozumieć nastroju swojej, jak mawiał, laluni .
Pies go trącał. Niech przepadnie. Jednak teraz Porzycki był mu niezbędny. Trzeba było
przejść do ważnej rozmowy. Zaczął, jakby ich nic nie dzieliło:
Mowę straciłeś? Ciesz się chłopie. Trzy lata czekałeś na ten dzień. Pamiętasz Klęczki*,
[ Pobierz całość w formacie PDF ]