
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Andrew Jackson Davis Death and the Afterlife
- Andrew Grey Spot Me (pdf)
- Andrew Ne
- Willow Springs Ranch 5 Park's Lot
- O'Brien Anne 03 Pierwsza miśÂ‚ośÂ›ć‡
- Wilks Eileen śÂšlub w Las Vegas(1)
- ebook History Egypt Egyptian Myth and Legend
- Reformed Dru
- HśÂ‚asko Marek Felietony i recenzje
- 35. Niemirski Arkadiusz Pan Samochodzik Tom 35 Europejska przygoda
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- alpsbierun.opx.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
żenia. Zatoczył się do przodu i do tyłu, jakby opanowały go jakieś dziwne duchy.
Wiedział, że oczy wszystkich utkwione są właśnie w nim.
Hopsiupmykmyk pisnął (także dla lepszego wrażenia), łącząc czułki.
Jego jazń eksplodowała po raz kolejny, znów stał się punktem zbornym dla
fragmentów dzieł literackich. Niemal natychmiast pojawił się szklany szum, na-
bierający intensywności wraz z formowaniem się człekokształtnego pola. Tercja
wzniosła się nad podstawę akordu, a niebawem dołączyła do niej kwinta. Tłumek
zgromadzonych na polance istot wpatrywał się w gęstniejącą chmurę srebrnego
pyłu, każdy chciał pierwszy dostrzec kształty formującej się postaci.
Gdy septyma wzrosła w siłę, a gęstość magicznych pocisków zbliżyła się do
krytycznej, Firkina zaczęła swędzieć skóra na głowie. Wstrzymał oddech, oczeku-
jąc rozwiązania. Nagle w znajomy akord wdarła się fałszywa nuta. Zapadła cisza,
a na polanie pojawiła się następna postać.
Wy. . . zdążyła wyrzec, po czym błyskawicznie zniknęła, zostawiając
po sobie jaśniejące widmo masy siwiejących włosów i symfonię kolorów.
* * *
Na polance panowała grobowa cisza.
148
Wszyscy wpatrywali się oskarżycielsko w uparcie usiłującego wzruszyć swo-
imi nieistniejącymi ramionami mola książkowego.
Na mnie nie patrzcie! pisnął mól. Winy mojej nie ma w tym! Nie
rozumiem tego ja!
Spróbuj jeszcze raz.
O szst zamknął oczy i spróbował jeszcze raz. Znów zabrzmiał coraz intensyw-
niejszy szklany dzwięk. Tercja wzniosła się nad podstawą, nabrała mocy, po czym
niespodziewanie rozjechała się, uziemiona serią błękitnych iskier tworzących łuk
między czułkami O szsta, i pozostawiając po sobie delikatny zapach ozonu. Mól
rozejrzał się wokół strapiony.
Przepraszam. Niemożliwe to teraz jest. Interferencja zbyt wielka. Ktoś czy-
ta o nim prawdopodobnie.
Firkin miał dość. Zacisnął zęby i przygnębiony objął rękami kolana.
Beczka kazał molowi próbować co dziesięć minut, aż mu się uda.
Cała czwórka zasiadła na polanie, opierając się plecami o pnie drzew i słucha-
ła opowieści księcia o ratowaniu dam przed smokami, wiedzmami, paleniem na
stosie i tym podobnymi zagrożeniami.
Opowiedział także o cudach odwagi dokonanych przez innych rycerzy, koń-
cząc historią o jednym, który ocalił pannę przed gotowaniem żywcem w potężnej
wieży, a skończył z plamą na honorze, gdy owa panna zaciągnęła go do łożnicy.
Widzita podsumował. Kupczenie pasztetami może i takie chwalebne
nie jest, juści bezpieczniejsze na pewno.
Masz rację zgodził się Pasztetnik, w głębi duszy pragnący jednak za-
smakować chwalebnego ryzyka, chociażby raz, króciutko.
Nagle grupka usłyszała znajomy wysoki dzwięk. O szstowi udało się, chór ko-
marów powrócił i powołując nową postać do istnienia, grał coraz głośniej. Srebrny
pył nadlatywał ze wszystkich stron, powodując na polance prawdziwą srebrną za-
mieć. Wysokość dzwięku rosła, aż stał się głośny i ostry, nie do zniesienia, i po
chwili na polance ukazała się w całej swej okazałości trzecia postać.
Odziana była w pelerynę koloru E-dur, udekorowaną wszystkimi znakami zo-
diaku, gwiazdkami i księżycami, wykończoną futrzanym kołnierzem i mankieta-
mi barwy c-moll. Ogólnie rzecz biorąc krzykliwy dysonans. Miała też pasujący
do wiolonczerwonych szat wysoki kapelusz, osadzony pod dość swobodnym ką-
tem na głowie, pokrytej burzą rozczochranych, przeważnie siwych włosów.
Twarz zdobiła mu długa, gęsta broda, a pod pachą dzierżył różdżkę.
Starzec wlepił swe lodowate oczy w Firkina.
Ty musisz być Firkin.
No. . . tak odparł chłopiec zdumiony.
Ja jestem Merlot. Lubisz brzoskwinie?
Podziałało znów, widzicie, widzicie? zagwizdał mol.
149
Jego słowa zagłuszył hałas dochodzący spomiędzy pobliskich krzaków. Ga-
łęzie zahuśtały się, liście zaszeleściły, jakby jakaś istota w wyjątkowo złym hu-
morze usiłowała się wyprostować. Nagle, niczym kula armatnia, w chmurze piór,
liści i zdumionych owadów, z krzaków wystrzeliła sowa uszata. Popędziła pro-
sto na Merlota, w ostatniej chwili rozkładając skrzydła, machając nimi łagodnie
i osiadając melodyjnie na odzianym w c-moll ramieniu. Wyprostowała się, przy-
gładziła pióra ogona i starannie złożyła skrzydła, odzyskując tym samym swój
normalny wyglÄ…d.
Och, jaka śliczna sowa! jęknął Beczka.
Sowa wyprostowała się i przymknęła oczy.
Jaka sowa? odparła spokojnym, wyważonym głosem.
Arbutusie, to bardzo niegrzecznie, czyż nie? upomniał sowę Merlot.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]