
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Jack L. Chalker A War of Shadows
- William Shatner Tek War 5 Tek Secret
- O'Brien Anne 03 Pierwsza miśÂ‚ośÂ›ć‡
- Jeffrey Lord Blade 26 City of the Living Dead
- Chloe Cole [Naughty Godmother 02] Tempting Trent [EC Twilight] (pdf)
- Rosiek_Barbara_ _Bylam_Schizofreniczka
- Cooper Jilly Imogena
- HAE JMW001 Fountain Of Youth
- Kathryn Ross Noce w Paryśźu
- Amberlake_Cyrian_ _Domino_02_ _Plonace_cmy
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- soffa.pev.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Wawrzyńca, gdy po drugiej stronie rzeki pośród mniej odważnych gapiów
zamajaczyła postać jego ojca. I jeszcze babcia Helena na kładce, od paru minut
nawołująca: Maksymek! Maksymek! , czego udawałem, że nie słyszę. A wreszcie
nagłe olśnienie Baśki, która w ostatniej chwili zatrzymała ojca Kamili przed szopą,
wołając: Panie Borowiec! Gdzie tu można kupić parę walonków i kilka kufajek? ,
na co ten, zawróciwszy, odparł, że w Marcjanach, zaraz przy wjezdzie jest taki
wiejski sklep. Nim skończył, wsunęła mu do ręki pieniądze i kazała jechać.
A pośród całego tego zgiełku siedziała na trawie Kamila, z przedziwną
obojętnością, wręcz znudzeniem przeglądając katalogi warszawskich salonów
z sukniami ślubnymi, których całą stertę przywiozła jej Baśka.
Patrzyłem na Kamilę, nie mogąc pozbyć się wrażenia, że jej tu nie ma. Gdzie
była? Może w swoim świecie, oderwanej od rzeczywistości utopii, rządzącej się
najprostszymi regułami.
W pewnym momencie podniosła wzrok znad tych katalogów, lekko zdziwionym
spojrzeniem objęła całe to zamieszanie, a gdy przy niej usiadłem, powiedziała, ni to
do mnie, ni do siebie:
Zupełnie nie wiem, co wybrać.
Nie wybieraj, poczekaj kilka lat, nie rób czegoś, czego nie jesteś pewna
odezwał się we mnie dorosły Maksym, uwięziony w ciele chłopca. Spojrzała mi
w oczy z takim samym zdziwieniem, z jakim chwilę wcześniej patrzyła na całe to
zamieszanie, a ja się przestraszyłem&
***
Twój adwokat i przyjaciel w osobie Czarka Soboty, gdy mijasz jego auto
i rozglądasz się za taksówką, wydziera ci się nad uchem, że o czym ty, kurwa, teraz
myślisz i co ci tam chodzi po tej durnej głowie. Masz jechać do domu, głupi
sukinsynu, wyspać się, pozbierać myśli i czekać, aż coś w tej porąbanej sprawie się
wyjaśni. Niewykluczone, że na twoją niekorzyść, niestety. To, że cię dziś wypuścili,
nie znaczy, że jutro nie przyjdą i na nowo cię nie zamkną, o co do nikogo nie możesz
mieć pretensji, było się w ten horrorek nie pakować. Kazał ci ktoś? Nikt ci nie kazał.
Było siedzieć na tyłku, pilnować roboty i nie zawracać sobie głowy zapyziałą
prowincją, o której on, Czarek Sobota, nigdy nie miał dobrego zdania zawsze
wracałeś stamtąd jakiś taki rozmemłany i nie do życia.
Nie ruszaj się z domu! Nigdzie nie wyjeżdżaj! wrzeszczy, gdy wsiadasz
do taksówki.
Dopiero tu sprawdzasz telefon, który oddali ci po zwolnieniu. Kilka& nie,
kilkanaście nieodebranych połączeń od Nadii, wszystkie z tamtej feralnej nocy.
Oddzwaniasz, raz, drugi, dziesiąty& Nadia jest poza zasięgiem.
Strach dał ci niezle w kość w ciągu ostatnich czterdziestu ośmiu godzin i teraz
wraca co chwila, paraliżując cię od stóp do czubka głowy. Masz go na razie dość.
Taksówkarz parkuje przed budynkiem, w którym znajduje się redakcja gazety.
Pytasz, czy może zaczekać, a potem zawiezć cię tu, tu i tam. Czemu nie? Lepiej
jezdzić z włączonym licznikiem, niż stać na postoju. Daleko te Marcjany?
Sześćdziesiąt kilometrów. To pojedzie.
Czego się spodziewasz w redakcji? Sam nie wiesz. Mówisz, że jesteś z Marcjan,
miałeś się spotkać w piątkowy wieczór z dziennikarką z tej gazety& Nie przyszła.
Spoglądają na ciebie kątem oka, nieufnie, nic nie mówią. Jakiejś młodej siksie
wymyka się z ust: To dziwne, o ile wiem, miała się tam spotkać z kobietą& .
Milknie pod karcącym wzrokiem starszego kolegi, który staje przed tobą i mierząc
cię podejrzliwym wzrokiem, mówi, że raczej trudno będzie się teraz spotkać
z Irminą (Irmina notujesz w myślach). Rano była tu policja, zabrali jej komputer,
skotłowali biurko i kazali informować o wszystkim, co wyda się podejrzane. Po
sposobie, w jaki na ciebie patrzy, nie masz wątpliwości, że twoja obecność taką
właśnie mu się wydaje.
A kim pan właściwie jest? pada pytanie.
Facetem, który być może zadzgał waszą koleżankę nożem?
Właściwie& nikim odpowiadasz i wychodzisz.
Podajesz taksówkarzowi nowy adres. Kilkanaście minut pózniej wchodzisz
do wnętrza, po którym ciebie i Kamilę wiele lat temu z dumą oprowadzała Baśka,
mówiąc: Oto mój salon, panie, panowie. Oto towar w najlepszym gatunku. Oto
moje spełnione marzenie . Teraz jest to z lekka zaniedbane, jakby zapomniane
miejsce pełne zakurzonych półek, kartonów na podłodze i gołych manekinów.
Niespodziewanie z zaplecza wychodzi Baśka, drobna kobietka z odrostami
w farbowanych włosach i bez śladu dawnej energii w oczach.
Nie patrz na mnie mówi, nie okazując zdziwienia twoją wizytą. Na to, by się
dziwić, potrzeba choćby odrobiny energii. Przegrałam z chińską tandetą. Zabrakło
siły przebicia, by wejść na wyższą półkę&
Na wyższą półkę?
Wyrobić sobie markę, której logo, naszyte na majtkach, wystarcza, by forsiaste
snobki zapłaciły za te majtki dziesięć razy tyle, ile są warte. Przechodziłeś tędy?
Niezupełnie&
Sam nie wiesz, po co tu przyjechałeś i czego się spodziewasz po tej wizycie.
Impuls? Przekonanie, że Baśka, usłyszawszy, że coś niedobrego się dzieje
w zaczarowanym świecie nad rzeką, pstryknie palcem, uruchamiając ciąg zdarzeń,
które wyprowadzą cię z matni i zapobiegną wszystkiemu złu. Bezustannie dzwięczą
ci w uszach słowa Nadii o tym, że rzeka wyschła. Wciąż cię zastanawia niepokój
w jej głosie.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]