
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Mackenzie_Myrna_ _Narzeczone_z_Red_Rose_01_ _Odnaleziona_muzyka_
- Elizabeth Hand Chip Crockett's Christmas Carol
- 024_9100
- Whitley Strieber The Night Church
- Gordon Eklund Falling Toward Forever
- James Axler Deathlands 059 Amazon Gate
- Czarny potok Leopold BUCZKOWSKI
- 23418727 Carl Gustav Jung The Psychological Types
- 117. O'Neill Margaret śąona dla szefa
- Lorie O'Clare Lunewulf 04 In Her Nature
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- spholonki.keep.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
niej przystÄ…pi.
Westchnął ciężko, otworzył oczy i spojrzał w kierunku ołtarza. Rozciągnięta na posadzce postać zdawała
się rozmiarów omalże dziecka. Gdyby nie wiedział, kogo tu zastanie, mógłby przypuścić, że w istocie
dziecię albo jakaś niewiasta pokutuje u stóp Pańskiego Stołu. I jeszcze gdyby nie nagie ostrze miecza
połyskujące obok pokutnika.
Biskup zbliżył się ostrożnie. Miał nadzieję, że tamten zasnął i rozmowa odwlecze się jeszcze. Chciał się
wycofać, jednak leżący w tej chwili odwrócił głowę i na widok dostojnika powstał ciężko. W zapadłych
oczodołach zrenice jarzyły się gorączką.
- Witajcie, wasza dostojność - odezwał się schrypnięty głuchy głos. - Przyszedłeś pocieszyć potępionego?
Lambertus przeżegnał się. Po grzbiecie przebiegły mu ciarki.
- Nie mówcie tak o sobie, kasztelanie - powiedział cicho. - Nie mówcie tak w obliczu naszego Pana.
Jędrzej spojrzał w kierunku ołtarza.
- On. - wskazał ręką - odwrócił ode mnie swoje oblicze!
Biskup podążył wzrokiem za dłonią kasztelana.
- On - odparł - nie odwraca się od swych owieczek. To one raczej mają we zwyczaju oddalać się od
Niego.
- Czego ode mnie chcecie, biskupie?
- Chcę wiedzieć, co się stało. Powiedzcie mi, dlaczego wczoraj kazaliście wymordować, wyciąć w pień
własnych poddanych? Za to, że wam ośmielili się rzucić w oczy prawdę?
Topór pokręcił przecząco głową. Usiadł w kucki na posadzce, chwiejąc się lekko w tył i w przód.
- Za co zatem? Za to, że przybyli zobaczyć co się stanie pod klasztorem? A może widzieli tam coś, czego
widzieć nie powinni?
Jędrzej nie odpowiedział, nie uczynił żadnego gestu poza rytmicznymi kiwnięciami.
- A więc o to chodzi - mruknął biskup. - Zaszło tam coś, co chcecie ukryć.
Odpowiedziało mu milczenie.
- Czy ten Pasterz Upiorów to był w istocie Ostrzew, czy... - Dostojnik zawiesił głos.
Cisza stawała się coraz bardziej męcząca, a w biskupie narastała chęć ucieczki od przytłaczającej
obecności czegoś, co towarzyszyło postaci Jędrzeja. Gdyby nie duszpasterski obowiązek, nie przebywałby
z nim ani chwili dłużej.
- Widzieli zbyt dużo, słyszeli zbyt wiele - nieoczekiwanie powiedział kasztelan.
Wyprostował się nagle, przyskoczył do Lambertusa, chwytając go za kołnierz sukni.
- Powiem wam jak na spowiedzi. - Jego oddech śmierdział przetrawioną gorzałką. - Tak jak chcieliście!
To nie był Przedsław! Sami się domyśliliście, że nie! To był król. Jaki tam król! - Roześmiał się gorzko. -
Upiór jego, i tyle, co go Ostrzew przywołał przed grzesznym zgonem. %7łądał, bym mu na pomstę wydał
zwłoki Ostępy. Na diabelską ofiarę złożył nieszczęsne szczątki mego brata! Groził karą i piekłem na ziemi
straszył! A kmiotki słuchały o tym i o uczynkach zmarłego. Więc go przebiłem, choćby po to, żeby już
przestał gadać...
Puścił biskupa, targnął się za włosy.
- Wtedy mi zapowiedział, że po śmierci sam w takiego jak on się obrócę. I sam losu upiora zaznam. Lubo
dziś jeszcze ścierwo Ostępy przed klasztor cisnę, by nim strzygi ucieszyć, aby się przekleństwu wyrwać!
Przesądzony mój los! Czego bym nie uczynił, czeka mnie potępienie...
Lambertus cofnÄ…Å‚ siÄ™, jakby owionÄ…Å‚ go gorÄ…cy podmuch.
- Co też powiadacie. %7łeście wbrew rozkazowi ubili Pasterza, to wam książę wybaczą. Nikt wszak nie
musi wiedzieć kim był naprawdę, a ja z pewnością nie powiem. %7łeście ośmielili się chrzcić miecz, za to
odpowiecie już przed samym Bogiem, a on władny wybaczyć wszystko. %7łeście chłopów w przypływie
szaleństwa kazali wybić, to na tej ziemi jeszcze odpokutujecie. A klątwę upiora zdejmie z was... choćby i
sam papież...
Przerwał mu głuchy śmiech.
- Sami w to nie wierzycie.
- Ale... - Biskup zamilkł. - Co zamierzacie? - odezwał się po chwili.
Jędrzej usiadł na klęczniku, tyłem do ołtarza.
- Zawsze chciałem wiedzieć, jak to się stało - powiedział cicho - że się mój brat stał takim okrutnikiem.
%7łe się ciemnymi sprawami parał... I zawsze dumny taki jakiś byłem z tego, iż sam inny jestem. A teraz
wiem... Wystarczy jeden nieopatrzny gest, jeden rozkaz rzucony nie w porę, by stać się diabłem w ludzkiej
postaci... Jak ja... Wystarczy jedno słowo, by życie odmienić. Czy się je wypowie, czy usłyszy tylko, bez
różnicy. Przekonali się o tym i moi chłopi. Nie wiem, ile słyszeli, bo nie widziałem kiedy pierzchli, ale
zawsze... Kazałem ich wyciąć i kazałbym znów, by na ród własny cienia nie rzucać! Ale zbrodnia to jest i
zbrodniÄ… pozostanie.
Przełknął głośno ślinę.
- Boję się - wyszeptał. - Boję się tej klątwy. Wiem, że nikt niczego przeciw niej nie zdziała... Wy czy
nawet sam święty ojciec. Dosięgnie mnie nie tu, to za grobem, tam gdzie żadna ziemska siła jej nie
zatrzyma. Może gdybym spełnił żądanie Pasterza Upiorów...
Spojrzał najpierw z odrazą na leżący miecz, a potem w stronę płyty prowadzącej do grobowej krypty.
- Zbrodnia do zbrodni - szepnÄ…Å‚ biskup do siebie. -To siÄ™ nie godzi.
Jędrzej dosłyszał.
- Nie godzi siÄ™. Wiem!
- Co zamierzacie, kasztelanie?
Topór podniósł wzrok. Jego oczy lśniły już nie tylko gorętwą, ale i szaleństwem.
- Przyrzeczcie mi - powiedział - że cokolwiek by się stało, dopilnujecie, by po śmierci trupa mego
spalono, a prochy rozsypano na wsze strony!
- Co też gadacie! - oburzył się biskup. - To byłby... - zawiesił głos.
- Grzech śmiertelny? - Zaśmiał się zgrzytliwie kasztelan. - Nie mówcie mi o grzechu. Moje myśli są o
wiele gorsze niż ta prośba...
Jego wzrok znów pobiegł w stronę krypty.
- O wiele gorsze - powtórzył.
Rafał Dębski
[ Pobierz całość w formacie PDF ]