
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- J. R. R. TOLKIEN The Hobbit
- Jack Brighton Taken by the Vorinovs
- Constance Bennett Moonsong (pdf)
- Angielski Gramatyka
- Harc a boldogsagert Hedwig Courths Mahler
- Anthony, Piers Tyrant 05 Statesman
- Catalogue Dockyard 2009 (po angielsku)
- Nicholas Carr The Big Switch, Rewiring the World, from Edison to Google (2009)
- Elizabeth Hand Chip Crockett's Christmas Carol
- Jeff Long A Princess of Jasoom
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- szarlotka.pev.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
\andarma z automatu. Rumor, dziki krzyk, wybuchły trzy granaty. Za chwilę widać było, jak
w kierunku Buchsbauma uciekali ludzie. A niedługo potem na łąkę wjechało kilku konnych,
przejechali rzekę w bród i kłusem ruszyli na krzaki. - Uciekajcie! - ktoś krzyknął.
Buchsbaum drgnął, podniósł wnuka, obok przebiegli dwaj chłopcy, potem jeszcze jakaś
dziewczyna. Zdą\ył szepnąć wnukowi: - Uciekamy. Porwał go na ręce i z miejsca począł
biec. Zrąb był bardzo rzadki, poszycie niziutkie. Zgarbiwszy się Buchsbaum biegł cię\kim,
resztkami sił wyrzucanym krokiem. Było kilka sekund ciszy i nagle wypalił strzał.
Zaświszczało i słyszeli krzyk: - Halt!
Buchsbaum był ju\ blisko gęstwiny, spadła resztka sił, zadławiło się serce, upuścił wnuka na
ziemię. - Za mną - wyszeptał.
śandarm podjechał, wygarnął w ich stronę krótką serię, ściągnął konia i poskakał za
dziewczynÄ…. 128
- Halt! halt! halt! - wołał za nią czystym tenorkiem, jakby jej chciał coś miłego powiedzieć.
Buchsbaum upadł natychmiast, a wnuk pobiegł jeszcze kilka długich metrów i jakby się
potknął na kolanach. Głowa spadła na pierś. Buchsbaum podniósł się, chwycił konającego, z
ust wnuka polała się krew, ciekła policzkami, pod włosy. Jeszcze dziecko coś pobulgotało
ustami. Sztywniejąc w rozpaczy Buchsbaum pojął, \e to koniec, \e wszystko ju\ skończone.
Wszystko, co najstraszniejsze, ju\ jest za nim. Bez obawy, trzymając wnuka na ręku, patrzył
za siebie: tam z krzaków wyprowadzali Ciperową z dziećmi. Po krętej ście\ce Buchsbaum
zaniósł ciało wnuka do czarnego lasu i cichuteńko, ostro\nie uło\ył na mchu. W ślad za nim
po godzinie przyszedł Chuny Szaja. Pochowali Na-chumcie pod klonem. Buchsbaum ju\ się
nie niecierpliwił. Siedział w krzakach i pilnował grobu, \eby go lisy nie rozszarpały. Czasem
Chuny Szaja posłał mu kawałek chleba i butelkę mleka. Szames nie oddalał się od grobu
wnuka, zastała go tam śmierć. Arbuzowska... Musiałem zmru\yć oczy, podszedłem bli\ej.
Musiałem podejść bli\ej. Coś le\ało pod wypaloną ścianą. - Arbuzowska - powiada Szerucki,
pokazał ręką. Le\ało tam serce i wątroba Arbuzowskiej. Dłu\szy czas patrzyłem na to. A
Szerucki powiada: - Ty pierwszy raz to widzisz? Prosta rzecz, człowieku. - Potem, jakby
przypomniał sobie coś wa\nego, poszedł na pogorzelisko stodoły. Na toku spalonego
spichlerza le\ały kupy tlącego się \yta. Rozgartywaliśmy je, chcąc dostać się do spodu. Była
nikła nadzieja, \e coś mo\e ocalało, z czego mo\na by było ukręcić jakiś placek na zamach.
Wśród czarnych głowni le\ały popieczone prosięta. Na podwórzu rozwleczone losze, kury i
kaczki 9 - Czarny potok
129
spaliły się doszczętnie, został z nich tylko popiół. Orłowska le\ała zastrzelona koło studni.
Córka jej miała poodrąby-wane dłonie, była bez palców. Ocalał z całej gospodarki tylko kot.
Siedział nieruchomo koło zabitej, spuściwszy pysk do śniegu. Nic go nie interesowało, co my
robimy na podwórzu.
Nagle podbiegł do mnie Szerucki i powiada:
- Pięciu ludzi idzie w naszą stronę.
Popatrzyłem tam. Rzeczywiście szli w naszą stronę uzbrojeni, z psami. Powłócząc nogami
wybiegliśmy z podwórza Orłowskiej. Serce i wątroba Arbuzowskiej zostały nie pochowane,
lisy przewlokły to wszystko za kilka nocy. Byliśmy tam po tygodniu. Ponowa śnie\na nakryła
pokurzysko, tylko sikory siedziały na wiśni i le\ał stołek do dojenia krów z nogami zadartymi
do chmurnego nieba. Tego zapłakanego poetę, co był z nami w Szabasowej, ukrywała Sitwa,
ale pewnej nocy przyszli do niej trzej faceci, jak opowiadała, z hrabiowskimi manierami i
mówią: "Sądzimy, \e pozwoli pani zobaczyć się z nim."
"Z kim? Co się właściwie dzieje? Nie powiedzieli mi panowie, o co chodzi" - mówi ona.
"Mo\emy dostać teraz kilku dobrych świadków. Oto ci dwaj panowie, pani pozwoli,
poświadczą, \e Tolek nie jest śydem."
"On jest teraz na badaniu w policji, bardzo dobrze się składa. Mo\e panowie pofatygują się
teraz do Szabasowej, na kripo i zaświadczą. To ślicznie się składa!" I ten smagły, o ponurym
spojrzeniu - jak mówiła Sitwa- zrobił krok i uderzył ją w twarz. Drugi, udając, \e broni,
obmacał ją. Przeszukali strych, piwnicę i zbili ją do kości.
Znalezli Tolka. Zdradziła go woda kolońska. Sitwa dbała o Tolka, od\ywiała go. On
wypoczął, wyspał się i włosy 130
skropił wodą kolońska. To go zgubiło. Prosta rzecz: na strychu była przy bantach zastawka z
desek, tam le\ał Tolek. Ju\ szpicle złazili, nie znalazłszy kryjówki, ale jeden powąchał i
powiada: "CoÅ› tu pachnie. Hola!"
Trafili po zapachu do kryjówki i wyciągnęli Tolka. Powiada Sitwa, \e go przynieśli do izby,
bo był drętwy. Nic nie mówił. Upadł na podłogę. Raz Buchsbaum śmierdział wiatrem, drugi
raz śniegiem. Codziennie wykręcał się śmierci. śarły go wszy i krosta, głód i zimno. Wiatr
wichrzył siwą brodę, bił deszcz, gnębiły pioruny, tropił szpicel. Spotkałem go latem. W
nieogar-niętym krajobrazie i po\odze słońca świstały ptaki. Buchsbaum szedł za
Latadywanem. Był ju\ bez wnuka. Szli wysoką miedzą, wykłoszone \yto trzepało się im pod
pachami. Na wykłonie poprzecznej ście\ki było du\o nadeptanych śladów, le\ały jakieś
fotografie zduszone butem. A dalej stratowane \yto i ktoś tam le\ał zabity. Le\ał twarzą do
nieba. Na kamizelce tego zabitego była ruda plama i natkana zieleń przy ustach. Latadywan
przeszukał zabitego. W kieszonce kamizelki było kilka ciuków zamoczonych krwią, pod
[ Pobierz całość w formacie PDF ]