
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Dr Who New Adventures 36 Infinite Requiem, by Daniel Blythe (v1.0) (pdf)
- Miłość pod choinkę 04 Barnett Jill Daniel i anioł
- Plomien_Serca
- ebook History Egypt Egyptian Myth and Legend
- Heinlein, Robert A. Weltraum Piloten
- Alan Dean Foster Alien Nation
- Exiles at the Well of Souls Jack L. Chalker
- LearningExpress 501 Grammar & Writing Questions, 1st Ed 180p(1)
- Bielajew Aleksander Wyspa zaginionych okrć™tów
- Diana Palmer Long Tall Texans 20 Callaghan's Br
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- ilemaszlat.htw.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
mi jednak nie schoóili ci biali, od których się spoóiewałem pomocy. Wyszukałem tedy
z pomocą Piętaszka drzewo, nadające się na sporząóenie wielkiej pirogi, bacząc, by nie
stało zbyt daleko od brzegu rzeczki, przez co znowu udaremnione zostałoby spuszczenie
statku na wodÄ™.
Znalazłszy, czego nam było potrzeba, ścięliśmy drzewo i przyciosali. Piętaszek raóił
wydrążyć pień ogniem, ja jednak pokazałem mu, jak się to da zrobić lepiej i pręóej za
pomocą mych narzęói ciesielskich. Przystał jak zawsze ochotnie i niebawem nauczył się
władać dłutem i młotem po mistrzowsku.
W ciągu miesiąca piroga była gotowa i przyznać muszę, żeśmy sporząóili statek nie
tylko dobry, ale także piękny, przypominający kształtem łoóie europejskie.
Pracowaliśmy przez dwa tygodnie zanim nam się powiodło na walcach i drągach ze-
pchnąć pirogę do wody, tu jednak pływała jak kaczka i mogła pomieścić co najmniej
dwuóiestu luói.
Piętaszek kierował łoóią, mimo jej wielkości w przeóiwny sposób. Wiosłował sam,
pęóąc statek niezmiernie szybko po woóie, robiąc zakręty i zwroty, tak że poóiwiałem
szczerze zręczność jego.
Spytałem go, czy możemy się odważyć na jazdę tą łoóią aż na stały ląd.
Tak! zawołał. Odważyć się! Wiele mocny wiatr nic nam nie zrobi. Piroga
pływa jak ryba!
Należało teraz sporząóić maszt i żagiel, a także kotwicę i linę kotwiczną. Na maszt
wziąłem jeden z młodych cedrów, jakich mnóstwo było na wyspie, większą trudność atoli
sprawił mi żagiel. Posiadałem wprawóie jeszcze spory zapas starego płótna żaglowego,
ale leżąc przez lat dwaóieścia sześć w magazynie, zbutwiało porządnie. Tak przynajmniej
sąóiłem i w samej rzeczy z wielką tylko biedą zdołałem z dwu lepszych sztuk wyciąć
spory, trójkątny żagiel do zw3ania, opatrzony szczytnikiem w górze na wzór używanego
przez rybaków Morza Północnego.
Omasztowanie łoói zajęło nam jeszcze dwa dalsze miesiące, ale wkońcu posiadłem
statek doskonały i sprawny na morzu zupełnie.
Najbliższym mym zadaniem było teraz zaznajomić Piętaszka z używaniem żagla i steru,
bo chociaż po mistrzowsku wiosłował, nie umiał korzystać z tych urząóeń. Trudno też
opisać jego zdumienie, gdy zobaczył, jak płynę pozornie bez żadnego wysiłku z wiatrem,
skręcam pod wiatr, lawiruję i wykonuję przeróżne manewry, a łódz posłuszna jest sterowi,
niby żywa istota.
W czasie niedługim wyuczył się jednak i tego, a tylko nie mógł sobie przyswoić użycia
kompasu. Na szczęście instrument ten nie był nam potrzebny, gdyż nie odpływaliśmy
nigdy tak daleko, by stracić z oczu zarysy naszej wyspy.
rozdział dziesi ty
Ludożercy wracają. Robinson i Piętaszek zbroją się do walki. Bitwa Robin-
son ocala białego jeńca. Piętaszek odnajduje swego ojca. Nowi poddani Robinso-
na.
Zaczął się dwuóiesty siódmy rok mego pobytu na wyspie. Jak zawsze uczciłem rocz-
nicę mego ocalenia modlitwą óiękczynną i rozmyślaniem. Z roku na rok coraz to więcej
miałem powodów składać óięki Bogu za jego pomoc i opiekę. Wszystkie pragnienia
moje spełnione zostały, jedno po drugim, nawet najwyższe pożądanie zyskania towarzy-
sza i przyjaciela. Toteż przepajała mnie teraz naóieja pełna ufności, że Bóg raczy mnie
w końcu wyzwolić z tego wygnania, jakim mnie pokarał w sprawiedliwości swojej. Cza-
sem czułem nawet z zupełną pewnością, że niewola nie przeciągnie się cały rok najbliższy.
daniel defoe Robinson Crusoe 42
Mimo to jednak nie zaniedbywałem uprawy roli, orałem, siałem i saóiłem jak zawsze.
Zbierałem też i suszyłem winogrona, jakby szło o długoletni jeszcze pobyt.
Za nastaniem pory deszczowej musieliśmy przesiadywać przeważnie w domu. Wpro-
waóiwszy czółno w strumień, tam góiem lądował swego czasu z tratwami, wyciągnęli-
śmy je podczas przypływu jak najdalej na brzeg, a Piętaszek musiał wykopać mały kanał,
by je tam pomieścić. Przed kanałem zbudował niewielką tamę, tak że za następnym przy-
pływem woda nie mogła wejść w kanał i czółno zostało na suchym gruncie. Dach z gałęzi
i liści palmowych chronił je przed deszczem i stało tak zabezpieczone zupełnie, czekając
listopada i grudnia, kiedy to umyśliliśmy ruszyć w drogę.
W miarę upływu czasu czyniliśmy coraz to większe przygotowania. Przede wszystkim
szło o zapas żywności, drugą sprawę stanowił sposób, w jaki należało stworzyć kanał dla
spuszczenia czółna na wodę.
Pewnego dnia, gdyśmy właśnie szli w stronę czółna, przyszło mi na myśl, że nie mamy
w domu świeżego mięsa żółwiego, poleciłem przeto Piętaszkowi, by prędko pobiegł na
wybrzeże i spróbował schwycić jedno bodaj z tych stworzeń. Lubiliśmy obaj niezmiernie
ten przysmak i co tyóień spożywaliśmy gotowane lub pieczone mięso żółwie oraz jaja.
Po chwili wrócił Piętaszek zadyszany i zawołał:
O panie! Biada! yle! Strasznie zle!
Cóż się stało? spytałem przerażony.
Tam, na wybrzeżu jeden, dwa, trzy kanoe& jeden, dwa, trzy!
Znając jego sposób mówienia, sąóiłem zrazu, że sześć łoói nieprzyjacielskich wylą-
dowało, były atoli tylko trzy.
Wraz z przerażonym wielce Piętaszkiem pobiegłem co pręóej do naszej warowni,
góie po pewnym dopiero czasie zdołałem go uspokoić. Pewny był, że óicy przybyli
wyłącznie z jego powodu, że go odnajdą i zjeóą bez litości.
Dodałem mu odwagi mówiąc, że i mnie to samo zagraża, a óicy, złapawszy nas, nie
zostawią mnie przy życiu.
Wióisz tedy dodałem, że nie ma innego wyjścia, jak tylko walczyć i pokonać
nieprzyjaciół. Czy gotów jesteś stanąć przy mym boku do boju, jak przystało mężczyznie?
O, panie, Piętaszek baróo mężnie walczyć! odparł. Ale óikich dużo, cała
gromada luói!
To nic! powieóiałem. Zab3emy kilku, a inni uciekną na odgłos strzałów.
Jeśli by cię napadli, będę cię bronił z wszystkich sił, a mam naóieję, że uczynisz dla mnie
to samo. Zresztą pełń ściśle moje rozkazy.
Spojrzał na mnie błyszczącymi oczyma, potem zaś zawołał:
Mój pan powie: Piętaszek umierać, to Piętaszek umierać!
Wieóiałem, że mogę mu zaufać, przeto zaczęliśmy się sposobić do walki. Nabiłem
dwie strzelby używane do polowania grubym śrutem, wielkości niemal małych kulek pi-
stoletowych, potem zaś cztery muszkiety, każdy dwoma kawałkami kanciastego ołowiu
oraz pięcioma małymi kulami, a każdy pistolet dostał także po dwie kule. Potem przy-
pasałem wielki, ostry miecz bez pochwy, a Piętaszek zatknął za pas topór.
Ukończywszy te przygotowania, wyszedłem z lunetą na szczyt skały celem rozpoznania
[ Pobierz całość w formacie PDF ]