
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Dragonlance Anthologies 01 The Dragons Of Krynn
- Kurtz, Katherine Adept 01 The Adept
- Bova, Ben Orion 01 Orion Phoenix
- James M. Ward The Pool 01 Pool of Radiance
- Trylogia mgły 01 Książe Mgły Carlos Ruiz Zafon
- Essentials of Maternity Newborn and Women's Health 3132A 01 p001 020
- Mackenzie_Myrna_ _Narzeczone_z_Red_Rose_01_ _Odnaleziona_muzyka_
- 11.Oblicza namietnosci 01 Zapach kobiety Jo_Leigh
- Carole Cummings [Aisling 01] Guardian [Torquere] (pdf)
- Barton Beverly Cherokee Point 01 Piąta ofiara
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- alpsbierun.opx.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
- Co to? - warknÄ…Å‚ Styles, gdy wraz ze swoim kolegÄ… zatrzymali siÄ™ obok nas, wpatrzeni w -
zdawałoby się - kawałek ziemi.
Luis dotknął palcami gleby i uniósł je do światła. Krew; na jego skórze widniała rozmazana
krew. Roztarł ją powoli między palcami, z miną nieobecną i nieprzeniknioną także dla mnie.
- To jej krew - powiedział cicho. - Krew Isabel.
Wiedziałam, że się nie myli i serce mi prawie zamarło.
Coś w nim pękło, coś, co dotąd dodawało mu uporu, wytrwałości. Załamały się tu jego
nadzieje; to święte światło nadziei gasło w nim jak ognik świecy pozbawiony tlenu.
Poczułam prawie to samo, kiedy uświadomiłam sobie nagle dziwny trzepot na skraju swojej
świadomości. rodzaj czerwonego echa.
Puściłam ramię Luisa i odeszłam w trawę, poszukując zródła tego dysonansu.
I odnalazłam je. Był nim plastikowy woreczek, podobny do tych, w jakich przechowuje się
w szpitalach zapasy krwi. Przykucnęłam obok niego, wpatrując badawczo.
Znajdowała się w nim krew Isabel. Tutaj! - zawołałam. Styles znalazł się obok mnie
pierwszy.
- Nie dotykać tego - ostrzegł. Skinęłam głową. Nie musiałam wcale ruszać woreczka. Sama
jego obecność wyjaśniała mi wszystko.
Tamci pozostawili fałszywy trop, aby nas zwieść. Była to krew Isabel, wytoczona z jej
młodego organizmu, zapewne we śnie. W woreczku mieściło się mniej niż pół litra krwi.
Rozpryskali ją wzdłuż szosy i pozostawili wyrazny, świeży ślad, prowadzący do tego miejsca, gdzie
rozlali resztę, by nas tu przyciągnąć.
Wyprostowałam się błyskawicznie.
- Luis - powiedziałam ostro. - Szykuj się. Oni to zrobili nie bez powodu.
Spojrzał na mnie otępiałym wzrokiem, nadal rozcierając krew w palcach. Krew Isabel.
Uznał, że dziewczynka nie żyje. Pokazałam mu woreczek, ale najwyrazniej niczego nie rozumiał.
- Polują na nas - podjęłam. - A ona, Isabel, nadal... Chciałam powiedzieć, że nadal żyje, ale
nie zdążyłam.
W trawie rozległ się cichy pomruk; coś skoczyło na nieosłonięte plecy Luisa, coś, co
przypominało szarobrązową smugę. Usłyszałam mrożący krew w żyłach ryk, budzący prymitywne
instynkty, odziedziczone po istotach, które przez miliony lat czaiły się w pieczarach, czekając na
atak drapieżników.
Instynkty ludzkie, a nie te znane dżinnom. Bestią, która zaatakowała Luisa, był kuguar, i to
wielki a ja nie miałam czasu, by pospieszyć Luisowi z pomocą. Zbliżały się inne zwierzęta,
poruszając się ukradkiem i aż nienaturalnie skupiając się na celu. Dwa kolejne kuguary - A z
północy i południa nadciągały dwa ogromne czarne niedzwiedzie.
- Padnij! - wrzasnęłam do Stylesa, kiedy kuguar szykował się do skoku na jego plecy. Styles
mnie nie usłuchał. Zamiast tego odwrócił się, wyciągnął broń i strzelił Spudłował. Drapieżnik
zaatakował go z wściekłym rykiem i przewrócił na trawę. Drugi policjant wycelował w łeb
zwierzęcia.
W ostatniej chwili wybiłam mu broń z ręki. Odgłos wystrzału poruszył wielkiego dzikiego
kota, który uniósł łeb i spojrzał na nas dwoje. Jego ogromne szarozielone ślepia świdrowały nas z
przerażającą intensywnością; szykował się do skoku.
- Schowaj się za mną! - krzyknęłam i zasłoniłam policjanta. - Nie strzelaj!
Kuguar wzbił się w powietrze, wysuwając ostre i zakrzywione jak szable pazury, by mnie
nimi rozszarpać.
- Zejdz mi z drogi! - Usłyszałam, jak gliniarz wrzeszczy za moimi plecami, ale niemal całą
uwagę skupiłam na atakującym zwierzęciu. Ktoś nim kierował i sterował, zagłuszając w kuguarze
instynkt samozachowawczy. Te stworzenia nie były naszymi naturalnymi nieprzyjaciółmi;
stanowiły żywą broń, oszołomione i przerażone pod pokrywą wściekłości.
Nie mogłam pozwolić, by zginęły, gdyż zwierząt tych pozostało na ziemi tak niewiele, a
ludzi było tak dużo. Luis i ja mogliśmy poradzić sobie inaczej z tymi kuguarami.
Podejmując ryzyko - i to wielkie - pacnęłam dłońmi w łeb zwierzęcia, gdy spadło na mnie i
przygniotło do ziemi z głuchym łupnięciem. Miękka sierść, twarde kości, napięte, potężne mięśnie.
Dostrzegłam błysk kłów. Pazury rozerwały skórzaną kurtkę na moich piersiach i poczułam
pieczenie draśniętego naskórka.
Skórzane ubranie osłoniło mnie częściowo, ale miałam najwyżej sekundy na działanie.
Wlałam w zwierzę swoje moce, nie po to, by je zdominować, lecz aby uwolnić jego umysł z
pułapki mocy, w jaką został schwytany teoretycznie wydawało się to łatwe, jednak nasz
niewidzialny wróg miał siłę najpotężniejszego Strażnika Ziemi oraz bezwzględność demona.
Rozerwałam więzy krepujące mózg kuguara, a ów dziki kot odskoczył ode mnie, warcząc z
przerażenia i dezorientacji.
Znalazłam się obok roztrzęsionego policjanta i ukryłam w trawie.
Kuguar, który zaatakował Luisa, leżał nieprzytomny na boku, oddychając powoli i miarowo.
Pomogłam Stylesowi wstać. We czwórkę zetknęliśmy się plecami i barkami, ustawiwszy się
tak przeciwko niedzwiedziom, zbliżającym się susami.
- Następnym razem je uśpij - powiedział do mnie Luis, mając na myśli kuguary. - Bo inaczej
znowu rzucą na nas te zwierzęta, kiedy tylko je puścisz.
Miał rację. Kuguar, którego oswobodziłam, nagle zawrócił i znów puścił się w naszą stronę
biegiem. Po chwili zwolnił nieco i kroczył już tylko powoli, z lśniącymi oczami wbitymi we mnie.
Jego wielkie łapy stąpały po trawie niemal bezszelestnie, ale słyszałam ciche warczenie w
chłodnym powietrzu.
Zwierzęta zapoznały się już z moją mocą. Spróbowały jej. Nie mogłam już okazać im litości
bez szkody dla siebie. Zabiłyby mnie, gdyby mogły. Mnie, Luisa i tych dwóch policjantów.
Tylko po co? Z powodu Isabel? Po co?
- Cassiel - odezwał się Luis i wyciągnął rękę. Nie dawałam sobie sprawy, że wyczerpują mi
się zapasy mocy, ale on o tym pomyślał. Potrzebny mi był świeży jej zastrzyk. I złocistym
strumieniem wlała się we mnie, wzbudzając miłe dreszcze; odcięłam jej dopływ tak szybko, jak to
tylko możliwe, aby skoncentrować uwagę na tym, co działo się wokół. - Uśpij je. Pozbaw je
przytomności, gdy będzie trzeba.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]