
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Dragonlance Anthologies 01 The Dragons Of Krynn
- Kurtz, Katherine Adept 01 The Adept
- Bova, Ben Orion 01 Orion Phoenix
- James M. Ward The Pool 01 Pool of Radiance
- Trylogia mgły 01 Książe Mgły Carlos Ruiz Zafon
- Essentials of Maternity Newborn and Women's Health 3132A 01 p001 020
- Mackenzie_Myrna_ _Narzeczone_z_Red_Rose_01_ _Odnaleziona_muzyka_
- 11.Oblicza namietnosci 01 Zapach kobiety Jo_Leigh
- Carole Cummings [Aisling 01] Guardian [Torquere] (pdf)
- Barton Beverly Cherokee Point 01 Piąta ofiara
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- soffa.pev.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
mają przewagę liczebną. Trudno, muszę iść z przyjaciółmi i spróbować zapomnieć, co się
dzieje na zewnątrz terenów Nieustraszonych. Mam dość zamartwiania się o swoją rodzinę.
Przede mną Al niesie Christinę na barana. Christina wrzeszczy, Al szarżuje w tłum.
Ludzie omijają go szerokim lukiem, jeśli zdołają. Ramię nadal mnie piecze. Christina namó-
wiła mnie, żebym razem z nią wytatuowała sobie pieczęć Nieustraszonych. To koło z płomie-
niem w środku. Matka nawet nie zareagowała na moje dziarki na obojczyku, więc już trochę
wyluzowałam, jeśli chodzi o tatuaże. Są tutaj częścią życia, tak samo związaną z nowicjatem
jak nauka walki. Christina namówiła mnie też, żebym kupiła koszulę, która odsłania ramiona i
obojczyki, i żebym znowu obrysowała kredką oczy. Już nie sprzeciwiam się robieniu makija-
żu. Szczególnie, odkąd widzę, że to lubię. Razem z Willem idziemy za Christiną i Alem.
- Nie mogę uwierzyć, że będziesz miała kolejny tatuaż- Kręci głową.
- Dlaczego? Bo jestem SztywniaczkÄ…?
- Nie. Bo jesteś& rozsądna. - Uśmiecha się. Zęby ma białe i proste. - No to, Tris, cze-
go się dzisiaj bałaś?
- Wron. A ty?
Zmieje siÄ™.
- Kwasu.
Nie pytam, co to znaczy.
- To naprawdę fascynujące, jak to wszystko działa - ciągnie. - W rzeczywistości to
walka między wzgórzem, które wytwarza strach, a płatami czołowymi, które są odpowie-
dzialne za podejmowanie decyzji. Ale cała symulacja tkwi w twojej głowie i nawet jeśli masz
wrażenie, że ktoś ci to robi, to jesteś tylko ty sama. Ty sobie to robisz& - milknie. - Przepra-
szam. Mówię jak Erudyta. Po prostu przyzwyczajenie.
Wzruszam ramionami.
- To interesujÄ…ce.
Al mało nie zrzuca Christiny, a ona łapie się pierwszej możliwej rzeczy - akurat jego
twarzy. Al kuli się i poprawia chwyt na jej nogach. Na pierwszy rzut oka wydaje się szczęśli-
wy, ale jest coś ciężkiego nawet w jego uśmiechu. Martwię się o niego. Widzę Cztery, stoi
obok przepaści, wokół niego ludzie. Zmieje się tak mocno, że musi złapać się balustrady,
żeby utrzymać równowagę. Sądząc po butelce w dłoni i rozjaśnionej twarzy, jest pijany albo
na drodze do upicia się. Zaczęłam już myśleć o nim jak o kimś twardym, jakby żołnierzu, i
zapomniałam, że też jest osiemnastolatkiem.
- Hm, hm& Alarm, instruktor na horyzoncie - ostrzega Will.
- Przynajmniej to nie Eric - zauważam z ulgą. - Pewnie kazałby nam bawić się w kto
pierwszy stchórzy , czy coś takiego.
- No pewnie, ale Cztery jest straszny. Pamiętasz, jak przystawił Peterowi pistolet do
głowy? Koleś chyba się posikał.
- Zasłużył na to - mówię stanowczo.
Will nie sprzecza się ze mną. Pewnie parę tygodni temu tak by zrobił, ale teraz wszy-
scy zobaczyliśmy, do czego Peter jest zdolny.
- Tris! - woła Cztery.
Wymieniamy z Willem spojrzenia, na wpół zaskoczone, na wpół ostrzegawcze. Cztery
odpycha się od balustrady i podchodzi do mnie. Al i Christina, którzy są przed nami przestają
biec, Christina ześlizguje się na ziemię. Nie mam do nich pretensji, że się gapią. Jest nas
czworo, a instruktor zwraca siÄ™ tylko do mnie.
- Inaczej wyglądasz. - Jego słowa, zazwyczaj rzeczowe, teraz brzmią niemrawo.
- Ty też. - Rzeczywiście, wygląda inaczej, na bardziej zrelaksowanego, młodszego. -
Co robisz?
- Flirtuję ze śmiercią - odpowiada ze śmiechem. - Piję obok przepaści. Pewnie to nie-
zbyt dobry pomysł.
- No, niezbyt. - Cztery w takim stanie raczej mi siÄ™ nie podoba. Jest w nim coÅ› niepo-
kojÄ…cego.
- Nie wiedziałem, że masz tatuaż. - Patrzy na mój obojczyk.
Pije z butelki. Jego oddech ostro śmierdzi. Jak oddech bezfrakcyjnego.
- Zgadza siÄ™.
- Wrony - mówi. Patrzy za siebie, na swoich przyjaciół, którzy w przeciwieństwie do
moich, dają sobie radę bez niego. - Poprosiłbym cię, żebyś się do nas przyłączyła, ale nie po-
winnaś mnie widzieć w takim stanie.
Korci mnie, żeby zapytać, dlaczego chce, żebym się do niego przyłączyła, ale podej-
rzewam, że odpowiedz miałaby coś wspólnego z butelką w jego dłoni.
- W jakim stanie? Pijanego?
- Tak& hm, nie. - Jego głos łagodnieje. - Raczej prawdziwego.
- Będę udawać, że nie widziałam.
- Miło z twojej strony. - Przybliża usta do mojego ucha. - Aadnie wyglądasz, Tris.
Jego słowa zaskakują mnie, serce mi skacze. %7łałuję tego, bo sądząc po tym, jak jego
oczy prześlizgują się po moich, nie ma pojęcia, co mówi. Zmieję się.
- Bądz tak miły i trzymaj się z dala od przepaści, okay?
- Oczywiście. - Mruga do mnie.
Nie mogę się powstrzymać. Uśmiecham się. Will chrząka, ale nie chcę się odwracać
od instruktora, chociaż już idzie do swoich znajomych. Wtedy Al rusza na mnie jak toczący
się głaz i zarzuca sobie na ramię. Wrzeszczę, twarz mi się czerwieni.
- No dalej, dziewczynko! - krzyczy. - Zabieram ciÄ™ na kolacjÄ™.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]