
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- James Axler Outlander 21 Devil in the Moon The Dragon Kings, Book 1
- Island Idyll Bandicoot Cove_Book 4 Jess Dee
- Awakened The Guardian Legacy_Book 1 Ednah Walters
- Haunted Women of the Otherworld_Book 5 Kelley Armstrong
- E book Alojzy Feliński Barbara Radziwiłłówna
- eBook Philosophy Book Of The Samurai (1) 1
- Billionaire Bodyguard 2 Defended & Desired Kristi Avalon
- Fundamentalisten_sind_immer_die_Anderen
- Eadie Betty J. W objć™ciach jasnośÂ›ci
- The Vindication of Nietsche
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- soffa.pev.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
niczego nie przyda się człowiekowi, ani najeść się
tym, ani napić się tego nie można, ale pięknoś-
cią swoją chwałę Stwórcy głosi i rozwesela ludzkie
oczy. Chwała niech będzie Bogu za cudne Jego
twory!
Chodziły obie, czarne od habitów i welonów
swoich, wśród rozkwitłych ziół: jedna poważna i
nieco ciężka, druga malutka, szczupła i zwinna.
Zatrzymywały się przy krzakach ślazu i dotykały
ich aksamitnych liści, zrywały srebrny piołun i
wciągały w siebie ożywczy jego zapach, nachyliły
się nisko nad niezapominajkami i długo patrzały
w ich liczne błękitne oczy. Gadatliwy szczebiot
siostry Wincenty dolatywał do wnętrza nowicjatu,
wtórzyły mu z rzadka trochę basowe odpowiedzi
matki Romualdy, po schylonych nad robotami
twarzach próbantek mknęły uśmiechy; w zamian
usta siostry Mechtyldy zacisnęły się jeszcze moc-
niej i strudzone, różowe jej powieki nie podniosły
siÄ™ ani razu znad rozplÄ…ty-wanych pasem jed-
wabiu.
Pogłaskawszy twarz młodej siostry i z
uśmiechem nazwawszy ją różyczką, matka Ro-
mualda do sali nowicjatu weszła i po wymówieniu
zwykłego nabożnego pozdrowienia, któremu
117/259
wszystkie obecne osoby chórem głosów
odpowiedziały, usiadła przy stole na stołku zu-
pełnie takim, na jakich siedziały próbantki i now-
icjuszki. Przychodziła tu na jakąś jedną poobiednią
godzinę zawsze, ilekroć nie przeszkodziły jej w
tym pilne klasztorne sprawy lub reumatyzmy, na
które wskutek wilgoci murów cierpieć zaczynała.
Lubiła to miejsce widne i słoneczne, z dużą
przestrzenią za oknami, w zimie białością śniegu,
a w lecie zielonością trawy usłaną. Lubiła też
może patrzeć na niezgasłe jeszcze rumieńce
młodych próbantek i godziny codziennej obecnoś-
ci swojej tutaj używała dla nauczania niektórych
spomiędzy nich roboty sztucznych kwiatów, w
której posiadała smak wytworny i wielką wprawę.
Dziś pomiędzy dwoma próbantkami robiącymi
kwiaty usiadłszy wzięła do rąk odpowiednie ma-
teriały i narzędzia i pilnie zajęła się układaniem
cieniutkiej materii w kształt różowego kielicha, ale
milczała. Widokiem i szczebiotem siostry Wincen-
ty na chwilę rozweselona, zamyśliła się znowu
głęboko, kto wie, czy nad sprawami klasztoru, lub
duszy własnej, lub na zawsze opuszczonego świa-
ta? Nie była posępną ani zagniewaną, tylko trochę
stroskaną i smutną. Po dość długiej chwili pod-
niosła głowę i we wzniesionym, nieco ręku ukazała
przedziwnie kształtny i delikatny kwiat powoju,
118/259
który do zielonej gałązki drucikiem przymocow-
any, łudził wybornym pozorem natury.
Bardzo dobrze. Girlanda z takich powojów
pięknie przyozdobi ołtarzyk Najświętszej Panny
Aaskawej.
Rozpogodzona, uśmiechała się do swojej ro-
boty. Potem nieco monotonnym, do odmawiania
modlitw widocznie przyzwyczajonym głosem
mówiła dalej:
Praca uspakaja, praca pociesza, praca us-
pasabia serce do cierpliwego znoszenia cierni ży-
cia i lepszego cieszenia się z jego darów. Bóg
stworzył smutek, troskę, pokusy, potrzeby i
naprzeciw nim wysłał pracę mówiąc jej: Po-
cieszaj, uciszaj, broń, karm, przyodziewaj!"
Powieki siostry Mechtyldy podniosły się i wnet
znowu opadły, ale w tym mgnieniu oka strzelił
spod nich ku matce Romualdzie surowy i ostry
błysk. Z ust jej wyszły też ciche, pokorne, lecz
trochę syczące słowa:
Praca bywa często służebnicą grzechu, a
owoce jej są znikome. Wszystko jest zagrożonym
przez zło i wszystko przemija. W Bogu tylko
obrona, pociecha, nasycenie i wieczne trwanie.
Matka Romualda nie odpowiedziała. Może od
wszczęcia kontrowersji z tak pokorną, a jednak
119/259
tak śmiałą podwładną powstrzymała ją myśl o jej
świątobliwości albo obawa narażenia wobec
uczennic nowicjatu swojej powagi. PÄ…sowe jej usta
na chwilę tylko przybrały wyraz niezadowolenia,
które wnet w sobie zwyciężyła czując, że znowu
świętość tej siostry przyprowadza ją do grzechu.
Ręce z robotą na kolana opuściła i ze wzrokiem w
otwarte okno utkwionym rzekła:
Popatrzcie, dzieci, jak wdzięcznie kołyszą
się z wiatrem gałęzie tego drzewa, i posłuchajcie,
jak wesoło szczebioczą ptaki... Bóg stworzył drze-
wa i ptaki, dobrze jest kochać i podziwiać dzieła
Jego!
Gdy zaś młode głowy w białych welonach,
podniósłszy się znad robót, z wdzięcznością za
udzieloną im chwilę spoczynku zwróciły się ku pły-
wającej w słonecznym świetle zieleni, ona głosem
cichym i trochę śpiewnym, który ożywiał się coraz
bardziej, mówiła:
W kraju, nad którym Bóg rozciągnął
szafirowe niebo i którego ziemię usiał czerwienią
kaktusów i zielonością laurów, żył wielki święty,
imieniem Franciszek, od rodzinnego swojego mi-
asta Franciszkiem z Asyżu nazwany. Ciało jego
było mizerne, odzież nikczemna, lecz w sercu
płonął mu brylant czystej, potężnej miłości dla
wszechżycia i wszechstworzenia. Ilekroć świat
120/259
ubrał się, tak jak dzisiaj, w wiosenne klejnoty i
hafty, on taką odmawiał modlitwę:
BÄ…dz pochwalony, Panie, za wszelkie
stworzenie swoje, a zwłaszcza za najjaśniejszego
brata naszego, Słońce, które sprawia dzień i
światło; pięknym jest ono, promiennym wielką
światłością i Twój obraz widzimy w nim, Panie!
BÄ…dz pochwalony, Panie, za siostry nasze,
gwiazdy, które świecą na niebie, jasne i piękne.
BÄ…dz pochwalony, Panie, za wiatr i chmury,
za niebo pogodne, powietrze czyste i za wszystkie
czary, które stworzeniom dają byt i wsparcie!
BÄ…dz pochwalony, Panie, za siostrÄ™ naszÄ…,
wodę, pożyteczną, drogocenną, skromną i czystą.
BÄ…dz pochwalony, Panie, za brata naszego,
ogień, który oświetla noce, pięknym jest, błogim i
potężnym.
Bądz pochwalony, Panie, za siostry, jaskółki,
niewinne, wesołe, lotne!
BÄ…dz pochwalony, Panie, za MatkÄ™ NaszÄ…,
Ziemię, która rodzi owoce, trawy i kwiaty..."
Tak modląc się, gdy spostrzegał glistę wi-
jącą się pośród drogi, przenosił ją na murawę, z
dala od stóp przechodniów. Jagnię bronił przed
napaścią kozłów; z pastki dobywał pochwyconą
121/259
w nią lisicę; pokarm nosił ptakom na nieżyzne
[ Pobierz całość w formacie PDF ]